Followers

poniedziałek, 11 lutego 2013

[2] Odzwierciedlenie pragnień w innej postaci

     Znała paru aurorów i można nawet powiedzieć, że przyjaźniła się z nimi w jakiś sposób. Nigdy jednak nie rozmawiała z nimi konkretnie na temat ich pracy - tego, jak wygląda ich dzień, kontakty z kolegami z innych grup aurorskich, konkretne zlecenia. O tym właściwie nie można było mówić, bo to w końcu super tajne sprawy, a od dyskrecji często zależało czyjeś życie. Teraz Hermiona była częścią tego świata i powoli poznawała go kawałek po kawałku. Jej dzień zmienił się jednak w niewielkim stopniu. Wstawała rano, karmiła Libby, potem sama w różowym szlafroku w hipopotamy - prezencie od Ginny na gwiazdkę, jadła w kuchni śniadanie w towarzystwie przyjaciół. Często z rozbudzonym dzieckiem na ręku, które bawiło się jej długimi włosami, zanim zdążyła je spiąć w zgrabnego, eleganckiego koka - zwykle tak właśnie czesała się do pracy, bo wtedy nic nie łaskotało ją w szyję,a więc nic nie rozpraszało. Potem ubierała się - zawsze starała się dobrze wyglądać, więc jeansy i luźna koszulka - częsty zestaw na wieczory przed telewizorem, był wykluczony. Malowała... I setki innych kobiecych czynności, które doprowadzały do szału Harry'ego, bo ten na początku zobowiązał się, że będą wychodzili razem, a po pierwszym dniu zadeklarował, że razem będą też wracać z pracy. Hermiona nie miała więc innego wyjścia, jak po prostu dostosować się do despotycznego nakazu przepisowej pracy - tak, wychodzenie na lunch też się do tego zaliczało, co dziewczyna przyjmowała jednak ze śmiechem, szczególnie, że Harry albo osobiście, albo w postaci jakiegoś kolegi lub koleżanki, stawał przed jej drzwiami punktualnie i zaciągał ją do cafeterii. Momentami istna parodia. Zazwyczaj, oprócz Harry'ego, towarzyszył jej też dobry humor. Tego dnia jednak harmonia została lekko naruszona, gdy w drodze do biura, kiedy śmiała się wesoło podczas rozmowy z nową koleżanką, natknęła się na Harry'ego rozmawiającego z Marcusem. 
     - Spotkamy się później, dobra? - odezwała się do Charlotty, która nic nie zauważyła. Właściwie, nic dziwnego, bo niczego nie było nigdzie widać - to Hermiona, wyczulona na głos Pottera i swoje imię, zorientowała się, że mijały właśnie gabinet Marcusa, w którym właściciel rozmawiał z jej przyjacielem. O czym? O niej, co zdecydowanie nie bardzo jej się spodobało.
     - Nie sądziłem, że jest akurat taka - powiedział na luzie Marcus, a dźwięk, który rozległ się po pokoju wskazywał na to, że wyciągnął się wygodnie na podobnym fotelu do tego, jaki stał w jej gabinecie.
     - To znaczy, jaka? - spytał spokojnie Harry, przyglądając mu się lekko zaaferowany. To, że kolega zaczepił go, już zaczęło go zastanawiać, bo nigdy przedtem zbyt często nie rozmawiali, a jeśli już, to na zasadzie weź-podaj-zanieś. Nie przyszło mu nawet do głowy, żeby Marcus znał się z Hermioną, a jego przyjaciółka też nie raczyła się tym pochwalić. W jednej chwili sposób, w jaki Harry patrzył na rozmówce, zmienił się - nie było to już obojętne spojrzenie, jakim raczył niegroźnego towarzysza w pracy, a to z czujnych, kiedy stara się określić, czy to groźny w jakiś sposób przeciwnik.
     - Oziębła, chłodna, jak płynny lód - mruknął głęboki głos O'Sullivana, a po plecach Granger przebiegł nieprzyjemny dreszcz, skłaniający ją do zastanowienia się, czy zaistniał on na skutek głosu mężczyzny, czy tego, co powiedział. Ona oziębła? Fakt, nie rozmawiali od tamtego pierwszego dnia, gdy pojawiła się w pracy, a wtedy rzeczywiście nie była zbyt miła, ale żeby oziębła, jak płynny lód? Bez przesady, przemknęło jej przez myśl.
     - Hermiona? Hermiona Granger? Na pewno mówimy o tej samej osobie? - upewnił się Potter ze śmiechem, przeczesując włosy. Porzucił na chwilę czujność, bo do tej pory nic nie rozbawiło go tak, jak Marcus ze swoim oziębłym stwierdzeniem. Jedyną osobą, jaką Harry znał, a która dorównywała Hermionie temperamentem, to jego żona - a trzeba zauważyć, że nie we wszystkich aspektach Potter znał swoją przyjaciółkę, więc nie zdziwiłby się, gdyby ta okazała się jeszcze bardziej nieprzewidywalna, niż była.
     Marcus obrzucił Pottera uważnym spojrzeniem, bawiąc się długopisem. Jego zęby błysnęły nagle w zadowolonym uśmiechu, który nie wróżył nic dobrego.
     - Więc jednak nie jest taką zimną paskudą?
     - Paskudą? Na Merlina, Marcus, co ona ci zrobiła, ze masz o niej takie zdanie?
     Mężczyzna wzruszył ramionami i usiadł prosto w fotelu, odwracając się twarzą do rozmówcy.
     - Nic konkretnego, ale kiedy pierwszego dnia zaprosiłem ją po pracy na drinka, o mało co jej wzrok mnie nie zabił. W ogóle była bardzo nieprzyjemna, jednym słowem oziębła. Potrafiłaby ostudzić napalonego Rogogona Węgierskiego - burknął, a wyraz twarzy Pottera nagle się zmienił nie do poznania. Znowu wróciła czujność, ostrożność, podobnie jak uczucie, że Hermiona to jego mała siostra, którą teraz musi się dobrze zaopiekować, by nic złego więcej już jej się nie stało. Wstał i przeszedł wolno przez pokój, zatrzymując się tuż przed oknem, czując na sobie wzrok Marcusa.
     - Posłuchaj mnie uważnie, O'Sullivan - zaczął spokojnie. - Hermiona jest jedną z najważniejszych dla mnie osób, w całym życiu. Dlatego zapewniam cię, kolego, że jeśli dowiem się, że położyłeś na niej chociażby najmniejszy paluszek i wprawi ją to w jakiekolwiek, najmniejsze niezadowolenie, porachuję ci każdą kosteczkę, jaka znajdzie się w tym twoim parszywym cielsku, rozumiesz mnie? Mam nadzieję, że tak, bo nie będę ci tego przypominał, tylko po prostu przyjdę i stworzę nową księgę do tortur opatrzoną twoim imieniem i nazwiskiem, a potem położę ją sobie obok innych na specjalnej półce w gabinecie. Hermiona przeszła już wystarczająco dużo, więc jeśli masz zamiar w jakiś sposób się nią zabawić, to daruj sobie.
     Przez cały czas mówił spokojnie, pod koniec jednak dodatkowo odwrócił się i wbił spokojny, ale lodowaty wzrok w O'Sullivana, który wyjaśniał wszystko i jeśli ten byłby tchórzem - a z pewnością nie był, to już siedziałby pod biurkiem, chowając się przed Potterem. Zastanawiał się, jak ubrać w słowa to, co chciał powiedzieć, przez co cisza coraz bardziej się przeciągała. W końcu jednak uśmiechnął się lekko, wręcz zaśmiał i wstał. Podobnie do Hermiony podczas ich pierwszego spotkania, obszedł biurko i oparł się o jego zewnętrzną krawędź lędźwiami.
     - Więc to jednak prawda - mruknął, drapiąc się po policzku.
     - Co? - spytał niechętnie Harry, niezadowolony.
     - Że małżeństwo Granger i Weasley'a to fakt, choć nikt z was o nim głośno nie mówi, i że to, że było dla niej koszmarne, to też prawda - wyjaśnił spokojnie.
     - Skąd wiesz cokolwiek o Hermionie? - spytał nagle Harry, przyglądając mu się podejrzliwie.
     - Zewsząd. Po ostatniej bitwie o Hogwart było o was dość głośno, nie zaprzeczysz. W Proroku rozpisywali się raz o każdym z was z osobna, przemknęło mi przed oczami, a teraz, jak ją tu spotkałem, przypomniałem sobie tamten artykuł. To trochę przykre, że Weasley okazał się takim... no cóż, nieważne.
     Harry patrzył na niego bez słowa, zastanawiając się, czy mężczyzna wie też o Krumie i o tym, że Hermiona ma dziecko. Wątpił, żeby dziewczyna go o tym w jakiś sposób poinformowała, bo choć się z tym nie kryła, to też nie chwaliła na prawo i lewo, poza tym, im mniej ludzie o tobie wiedzieli, gdy byłeś aurorem, tym lepiej. Nawet, jeśli to kolega z pracy. Każdy kolega mógł mieć innych kolegów, ci jeszcze innych, którzy mogliby przynieść wiele przykrości. Po ułamku sekundy stwierdził jednak, że O'Sullivan wie jedynie o Ronaldzie i nieco mu ulżyło, dlatego odetchnął głębiej.
     Wzruszył ramionami.
     - Nie zbliżaj się do niej - powtórzył jedynie i ruszył w kierunku drzwi, ale raptownie się zatrzymał.
     - A jeśli nie mam?
     - Co takiego?
     Marcus wywrócił oczami.
     - Jeśli nie mam zamiaru jej skrzywdzić ani w żaden sposób się nią zabawić dla własnej przyjemności? Co wtedy? Uważam, że to wspaniała, inteligenta kobieta, która...
     Przerwał mu cichy śmiech Pottera, nie było w nim jednak ani krzty rozbawienia.
     - Hermiona jest dorosłą i tak, mądrą kobietą, dlatego jeśli rzeczywiście nie masz względem niej żadnych podłych planów - próbuj i rób, co chcesz, może cię do siebie dopuści na chwilę, ale szans dużych ci nie daję, bo w przeciwieństwie do wielu innych kobiet, ona zna swoją cenę, a ty nie dorastasz jej do pięt.
     Nie czekał już na odpowiedź, a jedynie wyszedł wolnym krokiem z gabinetu kolegi, nie podejrzewając nawet, w jak dużym stopniu sprawił, że Marcus jeszcze bardziej postawił sobie za cel zbliżenie się do tematu ich rozmowy. Gdyby Hermiona stała obok drzwi do końca, nie byłaby może tak przygnębiona, jak była, kiedy siedziała już u siebie i obracała w palcach niewielki herbatnik skąpany w mlecznej czekoladzie. Polewa topiła się w jej palcach, kiedy wpatrywała się przed siebie, zastanawiając się, ile będzie musiała zrobić, żeby wreszcie spotkać kogoś, kto nie będzie wiedział o jej przeszłości nic a nic i z kim będzie mogła budować jakąkolwiek znajomość od podstaw, a nie od wspomnień, artykułów i zdjęć w gazetach opatrzonych często mylnymi podpisami.


     Przez długi czas nie miał pojęcia, na jaki krok powinien się zdecydować, a gdy już zdecydował, nie był pewny, czy dobrze i czy nie za późno. Ciągle rozważał wszelkie za i przeciw, bo to nie była ot tak, prosta decyzja - nie chodziło o kupienie serka topionego i wybranie, z czym ma on być, ale o powrót do czyjegoś życia. W takich chwilach odrzucenie bolałoby bardziej niż cokolwiek innego, bo płaci się niemal podwójnie, i to przez swoją głupotę. W jego przypadku ta głupota swojego czasu była nieograniczona, pokazując jedynie, jak pomimo swojego wieku, był niedojrzały i nieodpowiedzialny.
     Teraz przemierzał Londyn wyjątkowo na piechotę, nigdzie się nie spiesząc. Zaraz jednak pojawiała się myśl "przyspiesz!", którą usilnie ignorował. Rozglądał się dyskretnie, dochodząc do wniosku, że niemal nic się nie zmieniło od ostatniego razu, kiedy tutaj był. To przyjemne uczucie. Gdy przedostał się do angielskiego świata czarodziejów, odetchnął głębiej, czując się już pewniej w swojej skórze. Mimo wszystko, stąpanie po mugolskich ulicach napawały go lekką niepewnością - zawsze mógł w niego wjechać autochód... samochód?, ugryźć bezpański pies, cokolwiek. Hermiona zwykła opowiadać mu o jej Londynie ze śmiechem, a on jej w tym towarzyszył, ale perspektywa czegoś takiego na własnej skórze wcale mu nie leżała. Szedł pewnym krokiem, choć nieco koślawym, zmierzając w obranym przez siebie kierunku. Bez problemu ustalił, gdzie Hermiona aktualnie się znajduje, gdzie pracuje, mieszka, czym się zajmuje. Nie było to aż tak trudne; może, gdyby zdecydował się na swój krok później, okazałoby się trudniejsze, jako że informacje o aurorach są ściślej chronione, mimo wszystko, ale udało mu się. To już musi coś znaczyć. Co? Że zdecydował dobrze. Jesienny wiatr owiał go nieoczekiwanie na wszystkie strony, przez co wsunął głębiej dłonie w kieszenie. Merlinie, czemu tu musi być tak zimno i mokro, przebiegło mu przez myśl, gdy w tej samej samej chwili wdepnął w niewielką kałużę. Dodał sobie jednak otuchy nadzieją, że wkrótce znajdzie się w z pewnością cieplejszej siedzibie aurorów, a dodatkowo widok i obecność Hermiony jeszcze bardziej go rozgrzeją. Był w stanie przewidzieć wszystko, ale miał problem z reakcją dziewczyny na jego widok. Porzucił ją w najpodlejszy sposób, w najpodlejszym momencie, jaki mógł kiedykolwiek wybrać. Nie zdziwiłby się, gdyby rzuciła w niego jakąś wazą na samym wejściu, gdyby miała pod ręką jakąś wyjątkowo ciężką. Rzucanie klątw wszakże nie było w jej stylu - potrafiła trzymać poziom bez względu na sytuacje, a uraczenie go jakimś okrutnym zaklęciem zupełnie by pod to nie podchodziło. Był wariatem, ale ta niepewność chyba najbardziej ciągnęła go do tego przeklętego biurowca. Niespodziewanie, bez zapowiedzi, żeby Hermiona nie mogła się przygotować na jego wizytę w żaden sposób. Obliczył, że jego dziecko będzie miało teraz około dwóch miesięcy. Pewności w tym temacie nie miał ani trochę, bo maleństwo mogło być wcześniakiem, ciąża mogła się przedłużyć, a nie wiedział też dokładnie, kiedy Hermiona w nią zaszła. Nie chciał wiedzieć tych wszystkich rzeczy od osoby trzeciej, chciał zobaczyć zarówno ją, jak i jego - jako że obstawiał, że spłodził syna, i wtedy wszystkiego się dowiedzieć, o ile będzie mu to dane. Jego dziewczyna była w końcu zupełnie nieprzewidywalna.
     Spojrzał w górę. Budynek zachwycał swoją monumentalnością. Z zewnątrz przedstawiał się jako stara i odrapana kamienica, do której nikt nie chciałby normalnie wejść, ale od środka pokazywała się od swojej współczesnej, zadbanej, magicznej strony. Przestronne korytarze, dziesiątki pięter, kominki, korytarze, a na samym dole kafeteria, w której aktualnie było niewiele ludzi. Oparł się na moment o barierkę i patrzył w dół, do bufetu na głowy obecnych tam ludzi, jakby chciał znaleźć te loki, w które z takim pożądaniem wsuwał palce, rozkoszując się ich aksamitną miękkością. Nie widząc ich, odepchnął się od murku i ruszył w stronę nowoczesnej windy. Jechał w towarzystwie paru osób, a że nie chciał, by ktoś zbyt szybko go rozpoznał, spuścił głowę, czekając, aż winda zajedzie na jedno z wyższych pięter budynku, gdzie znajdowały się gabinety i sale konferencyjne grupy aurorów, do której należała jego Hermiona. Odliczał sekundy, które dzieliły go od ósmego poziomu, a kiedy wreszcie się na nim znalazł, uśmiechnął się mimowolnie, wychodząc już dumnie z windy. Uniósł w podobny sposób głowę i kroczył spokojnie długim korytarzem, rozglądając się niecierpliwie po mijanych drzwiach, żeby nie przegapić tabliczki jej imieniem i nazwiskiem. Niekiedy z otwartych gabinetów wychylały się za nim głowy, jakby ich właściciele nie wierzyli w to, że go widzą, ale nie zwracał na to uwagi. Nie zainteresował go nawet przystojny brunet, który zwinnie wyjechał za nim na korytarz na obrotowym, skórzanym krześle, zagryzając przy tym końcówkę ołówka. Brunet odprowadzał go wzrokiem do momentu, w którym zatrzymał się przed zamkniętymi drzwiami pani Granger. Potem wolno znikł z powrotem w swoim gabinecie.
     Bułgar wślizgnął się niepostrzeżenie do gabinetu osoby, której zdjęcia oglądał przez ostatnie tygodnie niemal bez przerwy. Pogrążona w myślach, nie usłyszała, gdy wszedł, dzięki czemu miał chwilę na przyjrzenie jej się. Zmieniła się. Stała się jeszcze piękniejsza, zachwycająca. Siedziała niczym posąg w fotelu, obracając w palcach swoje ulubione ciastka, brudząc je przy tym ich lepką czekoladą. Wiktor nagle zapragnął znaleźć się tuż przy niej i scałować słodycz z jej opuszek, pieszcząc je czule swoimi wargami. Jej widok uświadomił mu, jak bardzo za nią tęsknił - za jej ciałem, głosem, wszystkim. Przypominała grecką boginię. Ciemne włosy kosmykami wymsknęły się z koka z tyłu głowy i okalały miejscami bladą twarz dziewczyny, wyraźnie kontrastując. Lubił kontrasty. Oni byli kontrastem - on wysoki i barczysty, a ona znacznie niższa i filigranowa, on i jego ciemniejsza karnacja, ona i jej bladość... i wiele innych, o których udało mu się przypomnieć w ułamku sekundy. Jej pełne, znacznie większe piersi opinał uroczy pulower w romby, który w większości skrywał się pod ciemną marynarką. Nie miał podstaw, ale był pewny, że gdyby Hermiona wstała, zobaczyłby spodnie tego samego koloru, co marynarka, skrywające pod sobą jej krągłe pośladki i wysokie szpilki, zdobiące jej drobne stopy. Poczuł, że zaczęło w nim wrzeć, a żeby to ukryć, oparł się plecami o drzwi, jakby chciał jednocześnie zablokować jej wyjście i z tajemniczym uśmiechem odezwał się:
     - Zawsze wiedziałem, że sobie poradzisz.
     Ciastko upadło z cichym plasknięciem na powierzchnię biurka, gdy Hemiona drgnęła niespokojnie i w odruchu sięgnęła po leżącą nieopodal różdżkę. W mgnieniu oka wycelowała nią w Wiktora, patrząc na niego niemal z niedowierzaniem. Krum obserwował pełne usta kobiety, które lekko się uchyliły na skutek szoku, wymalowanego też na jej twarzy.
     - Jak śmiesz tutaj przychodzić? - syknęła wściekle, unosząc się z krzesła. Palce lewej ręki zacisnęła na krawędzi biurka, jakby chciała się w ten sposób wesprzeć. Zignorowała zupełnie czekoladę, która wciąż zdobiła jej palce, w głowie miała tylko Kruma i wir myśli, dlaczego się zjawił i czego od niej chce.
     - Hermiona, przestań, proszę - uniósł w obronnym geście dłonie i wzruszył ramionami. Oderwał się od drzwi i podszedł powoli w kierunku dziewczyny. Kątem oka zauważył wysokie szpilki, a co do spodni, to też się nie pomylił. Znał ją, jak widać, ale mimo to, Hermiona wciąż celowała w niego różdżką - zupełnie odwrotnie do tego, co założył. Może przez ten rok jednak zmieniła się na tyle, żeby potraktować go klątwą?
     - Ty mnie o coś prosisz? Błagam, Wiktor - wyrwało jej się, ale po chwili rzeczywiście odłożyła różdżkę na bok i nie spuszczając z niego wzroku, sięgnęła po chusteczkę, którą starła czekoladę z dłoni. - A teraz wyjdź - poleciła lodowatym tonem. Przebiegło jej przez myśl, że może jednak jest w niej coś z tej oziębłej suki, którą zauważył w niej Marcus. Wiktor patrzył na nią niespokojnie, nie bardzo wiedząc, jak się zachować. Był przygotowany na wiele, ale na pewno nie na to, że Hermiona będzie tak nieuległa i stanowcza.
     - Chcę tylko porozmawiać - skłamał zgrabnie. Rozmowa daleko mijała się z tym, czego tak naprawdę pragnął i nie, wcale nie chodziło tutaj o jego cielesne uciechy z szatynką w roli głównej. - Daj mi szansę.
     Przyglądała mu się ze szczerym niedowierzaniem, kręcąc głową. Nieoczekiwanie przyłożyła koniuszki palców do półotwartych ust i zaśmiała się lekko, zimno.
     - Ty nam ją dałeś? - spytała cicho, wyprutym z emocji głosem, pokazując jednocześnie, jak naprawdę cierpiała każdego dnia od ostatniego stycznia, aż do teraz, kiedy jej cierpienie zamieniło się tak naprawdę we wściekłość na Wiktora, którą miała ochotę odzwierciedlić przez rzucenie się na niego z pięściami. Po prostu. - Nie dałeś, więc dlaczego ja teraz miałabym cokolwiek dla ciebie robić? - odpowiedziała sobie sama, zanim zdążył otworzyć usta.
     - To także mój syn - niemal warknął.
     Obrzuciła go powłóczystym spojrzeniem.
     - Córka - sprostowała z delikatną satysfakcją. - Przez ostatnie jedenaście miesięcy nią nie była?
     - Hermiona, przestań - poprosił raz jeszcze po chwili, nerwowym ruchem przeczesując włosy, które zdążyły lekko urosnąć w ostatnim czasie. - Popełniłem błąd, chcę go naprawić. Czy to źle?
     - Wyjdź i znikając za tymi drzwiami, zniknij jednocześnie z mojego życia. Raz, a porządnie.
     - Wysłuchaj mnie tylko, co ci szkodzi, na Merlina? - zgrzytnął zębami, unosząc w zdenerwowaniu dłonie.
     Patrzyła na niego, jakby oczekiwała, że naprawdę wyjdzie i już nigdy nie stanie przed jej osobą, ale wiedziała jednocześnie, że gdzieś w środku już zaczęła się łamać, by jednak go wysłuchać, porozmawiać, postanowić coś wspólnie. Częściowo racja była po jego stronie, bo nie mogła zaprzeczyć, że Libby była jego córką, a ona swojemu dziecku ojca zabierać nie chciała. O mały włos, a uśmiechnęłaby się kącikiem ust na widok nieustającej desperacji Wiktora, żeby przekonać ją na chwilę rozmowy. Na szczęście udało jej się powstrzymać samą siebie i ponownie hardo na niego spojrzeć.
     - Czy jeśli zgodzę się na szybki, wspólny lunch, dasz mi spokój na tyle, na ile jest to możliwe w obecnej sytuacji? - spytała spokojnie po przeciągającej się ciszy, podczas której brunet irytował się coraz bardziej. Hermionie przemknęło przez myśl, że tak naprawdę nic się nie zmienił, a gdy od razu kiwnął głową, utwierdził ją w tym przekonaniu. - W takim razie chodźmy - mruknęła i zwinnym ruchem złapała za płacz i torebkę, mijając go bez zbędnych słów w drodze do wyjścia z gabinetu.
     Wiktor stał przez moment zupełnie nieruchomo, zastanawiając się, jaki powinien być jego następny krok, od czego właściwie powinien zacząć rozmowę, jak ją przekonać, że jednak się zmienił. Wszystkie myśli i pytania wirowały mu chaotycznie w głowie, kiedy wychodził z pomieszczenia za dziewczyną. Drzwi automatycznie się zabezpieczyły.  Nie pozostało mu nic innego, jak próba zrównania się z Hermioną i zagajenia rozmowy, ale wyraz jej twarzy skutecznie go do tego zniechęcił, utwierdzając w przekonaniu, że w ten sposób pogorszy tylko całą sytuację. Piękna pani Granger, stąpająca właśnie długim hallem w swoich szpilkach, jasno i klarownie określiła, co ich dzisiaj będzie łączyć - nic poza możliwie jak najkrótszym lunchem, podczas którego będą rozmawiać jedynie o przyszłości ich wspólnego dziecka. Wśród szalejących w nim myśli zabłysła jedna, wyjątkowo zabawna, a mianowicie: jak u diabła ona jest w stanie pełnić swój obecny zawód w takich butach? Mężczyzna kroczący tuż obok Hermiony nie miał nawet pojęcia, jakie spotkało go szczęście, że Potter prosto z gabinetu O'Sullivana udał się do Ministra Magii, przez co nie wiedział jeszcze o jego obecności u aurorów. Bo gdyby jednak się spotkali, a Harry rzeczywiście zastosował się do swoich gróźb względem Marcusa, tylko realizując je na przykładzie Kruma, Bułgar zupełnie nie miałby tylu powodów do radości na widok dawnej dziewczyny.
     Zdawał sobie za to sprawę, że ich dwójka wzbudziła niemałe zamieszanie wśród obecnych aurorów, a ich ciekawość podsycana była dodatkowo wyczuwalnie nieprzyjemną atmosferą pomiędzy nim a Hermioną. Wiele z nich było niewiele starszych od dziewczyny, wielu z nich uczyło się w Hogwarcie razem z nią, każdy prawdopodobnie przez ostatnie lata czytywał Proroka Codziennego na bieżąco, więc większość z nich zapewne kojarzyła, że umawiali się zarówno w trakcie, jak i po Turnieju Trójmagicznym, a potem przez cały czas utrzymywali bliskie stosunki - chociaż o tym nie musieli już mieć pojęcia. Dlatego groźne milczenie pomiędzy nimi odzwierciedlające chmurną minę szatynki było tak różne od tego, co ktokolwiek mógł o nich wiedzieć do tej pory - właśnie dlatego udało im się wzbudzić tak duże zainteresowanie u niektórych, a dodawszy do tego fakt, że Hermiona w dalszym ciągu uważana była za nową w zespole... cokolwiek, co z nią związane, od razu zakrawało pod interesującą ploteczkę, której raczej nikt sobie póki co nie darował.

10 komentarzy:

  1. Kolejny fantastyczny rozdział!
    Widzę,że Marcus nie odpuści sobie Hermiony,
    ale mam nadzieję,że nie ma wobec niej złych zamiarów.
    Zaskoczyła mnie również wizyta Wiktora,
    mam nmadzieję,że Granger szybko go spławi, zwłaszcza,że on zostwił ją w potrzebie.
    Już nie mogę doczekać się nowości.

    Pozdrawiam i dużo weny życzę
    Lila

    OdpowiedzUsuń
  2. Znakomity rozdział! Mam nadzieję,że Granger nie da się przekabacić i kopnie w tyłek Kruma:)

    Pozdrawiam
    Michaśka

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm.. zaintrygowała mnie postać Marcusa,
    ciekawa jestem czego chce od Granger.
    Pozatym zadowoliła mnie postawa Harrego,
    widać,że bezpieczeństwo przyjaciółki jest dla niego najważniejsze i stara się ją chronić.
    Teraz oczekuje kolejnego równie dobrego rozdziału

    Pozdrawiam
    S@ndra

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapowiada się naprawdę ciekawe Dramione.
    Mam nadzieję,że już niedługo wstawisz koleją notkę.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. O! Ten rozdział jak na razie najbardziej mi się podoba. Z jednej strony rozczuliło mnie zachowanie Wiktora - w końcu wrócił i chce ponownie walczyć o Hermionę, z drugiej jednak nie potrafię pojąć, jak mógł zniknąć z jej życia w momencie, kiedy była w ciąży i nie spodziewać się obelg, kpin i tego, że go wyprosi z gabinetu, że nie będzie chciała z nim już rozmawiać.

    Lecę dalej<3

    OdpowiedzUsuń
  6. Wkurzył mnie ten O'Sullivan ze swoimi głupimi wnioskami o Hermionie. Nie dziwię się, że nie chciała się z nim umówić. A ten za jej plecami...No tak męska duma ;/
    A przemowa Harry'ego była świetna. Trochę przypomniał mi się Snape :)
    A Wiktor niech spada do Bułgarii. Mam nadzieję, że da Hermionie w końcu spokój. Chociaż dobrze, że się w końcu zainteresował córką. Ale i tak jakoś mu nie ufam.
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialne opowiadanie, piszesz świetnie... Twoja historia jest bardzo ciekawa i całkiem inna od tych, które czytałam...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Moje wyczucie - trzy lata później. Tak, to właśnie ja. W sumie natrafiłam na opowiadanie przypadkiem i pomyślałam, że w sumie dlaczego by nie przeczytac, może będzie dobre. I jak do tej pory się nie zawiodłam. Także lecę czytać dalej! ^^
    DP

    OdpowiedzUsuń
  9. Dlaczego piszesz Emma a nie Libby?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwotnie była Emma, nie Libby :) Sądziłam jednak, że wszystkie wpadki zostały poprawione, jak widać, 2 rozdział się ostał. Dziękuję za uwagę! :)

      Usuń

- +