Followers

niedziela, 14 lutego 2016

[19] Iluzja szansy

Po kolejnej długiej przerwie... Zbliżamy się do końca. 


Malfoy miał wrażenie, że dryfował . Woda była lodowata i zapierała dech w piersiach, niemal tworząc sopel lodu w jego piersi. Wokół panowała ciemność oraz niczym niezmącona cisza. Dzwoniło mu w uszach i było to tak nieprzyjemne uczucie, że próbował zrobić wszystko, by się go pozbyć. Na marne. Chciał się poruszyć, jednak również bez skutku. Być może uwięziono go niewidzialnymi linami i zostawiono na pastwę losu? Niczego nie pamiętał, w głowie miał czarną dziurę, która pochłaniała kolejne jego myśli. Czuł rodzącą się panikę i odnosił wrażenie, jakby zapomniał, jak ją pokonać. A przecież już wielokrotnie musiał stawić jej czoła, okiełzać i działać dalej.
Mężczyzna spróbował jeszcze raz głębiej odetchnąć, ale wnet poczuł, ze nie jest to takie proste, bo lód, który czuł wcześniej, zdawał się rzeczywiście tworzyć w jego piersi. Na myśl, że jakiś lodowy kolec miałby przebić serce, wzrosła. Co teraz? Myśl, Malfoy, myśl!
Już prawie coś wpadło mu do głowy, gdy wnet okazało się, że wcale nie był sam. Nieoczekiwanie pomieszczenie rozjaśniło się wątłym światłem. Wbrew wstępnym założeniom, Malfoy nie dryfował w lodowatej wodzie, choć rzeczywiście zdawał się być skrępowany. Unosił się w powietrzu, podwieszony odpowiednim zaklęciem i nie mógł ruszyć ani ręką, ani nogami – mógł jedynie patrzeć, choć najpierw musiał przyzwyczaić oczy do rosnącego światła.
Ciemne postacie krążyły wokół niego jak wilki wokół swojej ofiary. Ich szaty łopotały, jednak zupełnie bezszelestnie. Draco zaczął się zastanawiać, czy aby przypadkiem nie stracił słuchu, bo przecież widział, że targał nimi wiatr! Ale nie czuł go. Nie czuł nic, ani zapachu, ani dotyku, jedynie panikę i strach, rosnące w jego piersi razem z kryształami lodu, które zaraz miały przebić mu serce. Chciał odetchnąć, ale nie mógł otworzyć ust. Widma wciąż krążyły. Kaptury nasunięte na głowy po sam ich czubek skrywały twarze, Draco ledwo zdołał dojrzeć błyski dzikich oczu. Oczu, które chciały go pożreć, które karmiły się jego bezradnością. Nagle poczuł obezwładniającą go wściekłość, jednak podejrzewał, że tylko miał o niej pojęcie. Przymknął oczy i jeszcze raz spróbował odetchnąć. Udało się, choć zaledwie troszkę. Nie satysfakcjonowało go to, chciał więcej, więcej!
Otworzył oczy, widma zdawały się nie zbliżyć ani o centymetr, jednak wtedy dojrzał coś jeszcze – coś, co powinien zobaczyć od razu, a co zostało do tej pory ukryte, by widzowie mogli bawić się jego zdezorientowaniem. Teraz zamierzali bawić się chaosem uczuć, jaki powstał w jego osobie. Dwie postacie wisiały nieruchomo w powietrzu zupełnie tak jak on. Zdawały się spać, ale on zrozumiał, że to wcale nie to. To tylko pozór.
Długie, jasne włosy spływały w dół, zasłaniając twarz pierwszej osoby. Druga skrywała się pod falą brązowych loków. Mimo, że nie mógł ich dojrzeć, doskonale wiedział, kim oddalone od niego kobiety były, nie musiał się nawet zastanawiać. Chciał zacząć krzyczeć na widma, kazać im je wypuścić, jednak spomiędzy jego warg nie uleciało nawet jedno słowo. Już wiedział, dlaczego tutaj był. Dlaczego były tutaj one. Nie wiedział tylko, jak to się wszystko stało. Przecież starał się, uważał, planował wszystko krok za krokiem. Nie pamiętał niczego.
- Draco Malfoy... – zaczęła nieoczekiwanie jedna z postaci, zbliżając się. Krok miała sprężysty, przypominała mu panterę, która polowała na swoją zdobycz. Przecież jego już schwytali. – W końcu cię mamy. Nie ukrywam – zacmokała – łatwe to nie było. Wiedzieliśmy, że jesteś podstępnym tchórzem, ale żaden z nas nie sądził, że odważysz się podejść tak blisko do ognia. Granger ułatwiła się sprawę, co?
Chciał coś powiedzieć, cokolwiek!, ale usłyszał jedynie dźwięk przypominający mu bulgot. Był żałosny.
- A teraz jesteśmy tu wszyscy razem, co okazało się znacznie łatwiejsze. Ale w końcu nawet najlepszy szpieg może wpaść w ręce przeciwnika. A co dopiero jakiś drugorzędny śmierciożerca jak ty? – Postać zaśmiała się chłodno. Podeszła spokojnie do wiszącej w powietrzu Hermiony i wyciągnęła różdżkę.
Draco poczuł pot występujący mu na czole.
- Nie sądziłem, by nasza Hermiona okazała się tak... tak... Nieważne. Czasem ci najbliżsi okazują się tymi, którzy wbijają nam sztylet w plecy, czyż nie? No już, czas na pobudkę.
Błysnęło jasne światło i zarówno Hermiona, jak i Narcyza odzyskały przytomność. Obydwie w tym samym momencie wciągnęły głośno powietrze do płuc, zdradzając tym samym, że żyją. Draco odczuł chwilową ulgę, jednak wnet uświadomił sobie, że ich śmierć mogłaby być lepsza dla nich. Teraz będą cierpieć przez niego, przez jego tchórzostwo i ukrywanie się. Jakim głupcem był!
Obserwował, jak Hermiona dochodzi do siebie. Udało jej się to znacznie szybciej, niż jego matce. Nie minęła chwila, gdy patrzyła butnie w oczy widma, których Daco nie mógł dostrzec. Hardy wyraz twarzy kusił, żeby wymierzyć jej policzek, jednak nieznajomy wydawał się być na to przygotowany. Draco odniósł wrażenie, jakby go to wręcz bawiło. Nie rozumiał jednak, dlaczego na niego nie spojrzała. Przecież na pewno czuła, że był tuż obok! Czy już zaczęła go nienawidzić? Znowu? Czy ostatnie tygodnie okazały się być po prostu niczym? Bo on, patrząc wcześniej na jej bezwładne ciało, uświadomił sobie, że były czymś. Czymś, czego nie chciał zapomnieć i nie chciał już nigdy stracić.
- Nidy ci nie powiem, gdzie on jest!
Draco zamrugał, skonfundowany. Przecież był tuż obok, wcale nie musiała się stawiać, już za późno! Widział, jak zjawa rzuciła mu rozbawione spojrzenie, zieleń jej oczu okazała znajoma.
- Wcale nie musisz tego robić – uspokoiła ją zakapturzona postać – bo my już wiemy, gdzie on jest. Sam do nas przyjdzie, gdy dowie się, że odkryliśmy wasz spisek i mamy ciebie, jego słodką, małą Granger.
Hermiona zaśmiała się gorzko, a był to tak nieprzyjemny śmiech, że Draco poczuł się nieswojo. Czy ona naprawdę go nie widziała?
- Wiesz nawet lepiej ode mnie, że nic dla niego nie znaczę. Malfoy jest niewinny. Nie zrobił niczego, co mu zarzucacie, Harry! Ja byłam mu tylko potrzebna do udowodnienia tego.
Potter?!
- Mała, głupia szlama – szepnęła do siebie z jeszcze większą goryczą, ale w ciszy, jaka panowała w pomieszczeniu, szept przyjmował o wiele większą moc.
- W końcu zrozumiałaś.
Draco chciał zaprzeczyć, że nie, że wcale tak nie było, że wcale tak o niej już nie myślał, że... Bez skutku. Wciąż nie mógł się odezwać ani ruszyć. Był za to pewien, że on widzi ich i że Potter – Potter?! – widzi go, ale Hermiona nie. Nie wiedział, przez co był bardziej wściekły. Czy przez to, że tak o sobie myślała, czy przez fakt, że Potter zniżył się do tego poziomu i odważył uwięzić własną przyjaciółkę. Draco tego nie rozumiał. Nie rozumiał gry, która właśnie toczyła się na jego oczach. Nie rozumiał też tego, dlaczego, do chory, Potter unosił właśnie różdżkę i przymierzał się do rzucenia paskudnej klątwy na Granger. Jego Granger! W momencie, gdy promień uderzył w kobietę, jej krzyk zmieszał się z jego. W tym samym czasie jednak Draco poczuł ból w piersi i znowu otoczyła go ciemność.
 Nie wiedział, ile tkwił w nieświadomości, ale gdy udało mu się otworzyć oczy, był w zupełnie innym miejscu. Chwilę zajęło mu zrozumienie, że leży na podłodze w swoim pokoju, na którą najwyraźniej spadł z łóżka. Na Salazara, pomyślał, unosząc się powoli na łokciach, to tylko głupi sen. Iluzja, nieprawda. Odetchnął z ulgą, a dziwne napięcie tkwiące w jego ciele nagle ustąpiło. Powróciło jednak, gdy tylko uświadomił sobie, że Hermiony nie ma wcale obok i że jej strona łóżka była po prostu nietknięta. Spojrzał w panice na zegarek, który wskazywał trzecią w nocy. A jeśli sen to była jakaś wiadomość? Jeśli Potter naprawdę odkrył ich mały spisek i zdecydował się ją złapać?
Nie minęło dziesięć sekund, a Draco już wychodził czujnym krokiem z sypialni. W łóżeczku brakowało Libby, co tylko dolało oliwy do ognia. W łazience nikogo nie było, w drugim pokoiku też pustka. Pozostał nieduży salon z aneksem. Już w korytarzu dojrzał słabą poświatę lampki, która najwyraźniej wciąż się paliła. Dlaczego zasnął przed Hermioną? A jeśli spał tak głęboko, że nie słyszał, jak wtargnęli do jego kryjówki i ją zabrali? Z wirującymi myślami wszedł do pomieszczenia i rozejrzał się uważnie. Na niewielkim stoliku leżała gruba księga pozostawiona samej sobie, a obok niej kubek z niedopitą, zimną już kawą. Kilka kartek i porzucony nieopodal ołówek. Wzrok Draco padł na niedużą kanapę, a z ust wyrwało się westchnięcie ulgi.
Hermiona leżała skulona na sofie, a w jej ramionach drzemała niewinnie Libby. Draco bez trudu domyślił się, że dziewczynka musiała być głodna, a Granger chciała ją nakarmić, jednak w trakcie obydwie usnęły. Nie wiedział, co się z nim działo, ale jego umysł zalała dziwna fala czułości i tkliwości, więc postanowił ukrócić ten stan. Ostrożnie, acz stanowczo wziął dziecko w ramiona i zaniósł je do łóżeczka, a potem rzucił czar monitorujący. Potem wrócił po Hermionę, ale zanim przeniósł ją do sypialni, poprawił jej koszulkę i nie mógł powstrzymać się od odgarnięcia zbłąkanego kosmyka z czoła. Zdawała się być lekka jak piórko i Draco zaczął się zastanawiać, czy aby na pewno odpowiednio o siebie dbała w ostatnich dniach. Wiedział, że okropnie zależało jej na odkryciu zagadki i za wszelką cenę chciała znaleźć mocne dowody na jego niewinność, ale najwyraźniej powoli zaczynała tracić nad tym kontrolę.
Prawie udało mu się ją już przenieść do łóżka, gdy nieoczekiwanie się przebudziła i popatrzyła na niego wystraszonym wzrokiem.
- Spokojnie, to tylko ja – mruknął, kładąc ją między poduszki. Głos miał spokojny, lekko zachrypnięty, ale w środku wciąż czuł drżące wspomnienie obrazu bezbronnej kobiety, na którą właśnie patrzył. Z jego winy. – Śpij.
Miał już odsunąć się z zamiarem zrobienia sobie herbaty, gdy szczupłe palce Granger zacisnęły się wokół jego nadgarstka. Uniósł pytająco brew, jednak Hermiona zdawała się walczyć lub co najmniej analizować słowa, które chciała powiedzieć.
- Zostań ze mną.
- Przecież zaraz wrócę.
- Nie, zostań.
W końcu dał za wygraną i położył się obok, pozwalając, by niemal od razu przysunęła się do niego i wtuliła w jego ramiona. Dotyk ciepłego policzka był kojący. Czuł miękką i ciężką pierś na swoim torsie, pełne biodro obok swojego i gładkie udo, które zaraz założyła mu w pasie.
- Idź spać – polecił jej cicho, czując, że wciąż tego nie zrobiła. Pokręciła głową.
- Pocałuj mnie.
Draco zerknął na nią, nieco zaskoczony. Do tej pory po prostu sama go całowała, nigdy nie czekała, aż zrobi to on. Zwlekał z pocałunkiem, choć patrząc na jej wargi, chciał ich posmakować czym prędzej.
- Miałam zły sen – dodała, jakby chciała usprawiedliwić swoje wcześniejsze słowa.
Prychnął cicho, choć doskonale ją rozumiał. Szybko stwierdził, że to nawet dobrze, że się obudziła. Bo chciał tego pocałunku prawdopodobnie nawet bardziej, niż ona. Przesunął wierzchem palców po jej policzku, kierując się powoli w stronę brody, którą zaraz chwycił, delikatnie unieruchamiając. Usta miała miękkie, delikatne i suche, dlatego przesunął po nich powoli językiem. Zanim ją pocałował, przygryzł lekko dolną wargę, a w odpowiedzi usłyszał ciche westchnięcie. Droczył się z nią i drażnił, muskał delikatnie, ale wciąż nie pocałował jej tak, jak sobie tego życzyła. Gdy wreszcie to zrobił, sama go zaatakowała i gdy wślizgnęła się na jego ciało, miała chyba wrażenie, że zdobyła przewagę. Draco musiał się lekko uśmiechnąć pod nosem, co Hermiona od razu wyczuła podczas pocałunku. Niech sądzi, że to ona wszystkim kieruje, pomyślał Malfoy, przesuwając jedną rękę na plecy kobiety. Wsunął ją pod koszulkę, napotykając od razu żar jej skóry. Gdy zaczęła poruszać powoli biodrami, pogłębił pocałunek i przycisnął ją mocniej do siebie.
Hermiona chwilę później przerwała zbliżenie, by zaczerpnąć powietrze, a potem spojrzała mu w oczy – teraz pociemniałe z budzącego się pożądania, które powoli ogarniało ciała obojga. Badała wzrokiem jego twarz, szukając w niej drobnych podpowiedzi na nie zadane jeszcze pytania. Jej spojrzenie było zawsze pełne uczuć i Draco zazwyczaj bał się go. Obawiał się chyba tego, co jeszcze może w nim znaleźć.
- Pokaż mi, na co masz ochotę – powiedziała cicho, kolejny raz go zaskakując. Zmarszczył brwi. Wciąż siedziała na nim okrakiem, a on trzymał teraz obydwie ręce na jej biodrach. Sunęła niespiesznie dłońmi po jego torsie, zaczynając patrzeć nieco wyzywająco.
- Przecież...
- Zawsze gramy na moich zasadach, bo tak chcesz – przerwała mu – ale dzisiaj ja chcę, żebyśmy zagrali według twoich zasad.
- Ach tak – westchnął, pół na pół rozbawiony i zachęcony. Rzeczywiście, pomyślał, tylko ich pierwsze zbliżenie było wyrwane spod kontroli – chaotyczne, nie cierpiące zwłoki i trochę dzikie. Za każdym następnym razem kontrolował się i pierwszy raz mógł przyznać, choć tego nie zamierzał, że myślał najpierw o Granger, potem o sobie. Tak troszeczkę, ale jednak.
Nim kobieta zrozumiała, że jej kochanek podjął decyzję, już leżała pod nim, przygnieciona przez ciało znacznie cięższe od niej. Ruchy Malfoya nabrały pewności siebie i stanowczości, dziwnej władzy, która podobała się Hermionie. Nie oponowała, gdy pozbył się jej koszuli i zaczął całować ją po szyi, co kawałek chwytając skórę między swoje zęby. Jego dłonie zdawały się być wszędzie – na jej brzuchu, udach i biodrach, by zaraz zamknąć się na wrażliwych piersiach..
Za każdym razem posiadał ją w nowy sposób, biorąc ją całą – jej ciało, myśli, duszę. I choć gdzieś w pamięci tkwiły szkolne lata złośliwości, teraz, po tych kilku tygodniach wspólnego życia, gdy miała okazję poznać go, nie wyobrażała sobie dalszego życia bez niego u swojego boku. Choć byli jak ogień i woda, w tym momencie stanowili jedność i nie zamierzała pozwolić, by ktoś ich rozerwał.
Była i chciała być jego nie tylko tej nocy, ale też następnego dnia, tygodnia i miesiąca. Jednocześnie wolała nie patrzeć tak daleko w przyszłość, bo doskonale wiedziała, że nie była ona taka pewna, szczególnie dla niego. A więc i dla niej. Wszystko zdawało się być połączone.
Dokładnie tak samo jak ich usta, spijające z siebie smak drugiego.
- Granger – odezwał się cicho Malfoy znacznie później, gdy było już po wszystkim, a on czuł przyjemny ciężar głowy kobiety na swoim ramieniu. Doprowadzała go do szaleństwa i dzisiejsza noc była tego tylko potwierdzeniem. W pewnym momencie przestał się nad tym zastanawiać i doszukiwać problemów, po prostu zaakceptował rzeczywistość taką, jaką była. Zaakceptował Granger u swojego boku już nie tylko jako pewnik do wolności, ale... no właśnie, ale co?
Automatycznie już gładził jej ramię, czekając, aż zaśnie pierwsza.
- Hm? – mruknęła na granicy snu.
- Jeśli ktokolwiek przejrzy nasz plan... powiedz, że byłaś pod działaniem Imperiusa, że cię do tego wszystkiego zmusiłem.
- Nikt nas nie przejrzy, Draco.
- Masz tak zrobić, rozumiesz?
- Cii.
Choć mówili spokojnie, obydwoje wiedzieli już, że dzisiejszej nocy śnił im się ten sam sen. Przypadek? Oby.
Podczas gdy Hermiona zdawała się już spać, Draco zaczął roztrząsać wszystkie za i przeciw jego do tej pory świetnego planu. I gdzie, do cholery, podziewał się Marcus?

Harry Potter obudził się tego ranka jeszcze zanim wstało słońce. Rude włosy rozsypane tuż obok na poduszce przywitały go tak jak każdego dnia, a on spróbował zaraz odnaleźć mały, piegowaty nosek. Na marne jednak – jego żona spała tym razem zakopana w pościeli i wydawało się, że nic jej z niej nie wyciągnie. Brunet przeciągnął się powoli. Niedziela, wspaniały dzień, gdy najchętniej nie wychodziłby z łóżka, ale wiedział, że nie mógł sobie na to pozwolić. Dopóki wszystkie sprawy nie zostaną wyjaśnione, nie ma miejsca na lenistwo! Z tego też względu wkrótce był już w kuchni, parząc kawę i smażąc jajka na bekonie dla siebie i Ginny.
Poranek był piękny i słoneczny, choć mroźny. Promienie odbijały się od śniegu, tworząc mozaikę niemożliwą do obserwowania gołym okiem. Zapowiadał się wspaniały dzień i Harry’emu rodziła się już w głowie myśl, jak zamierza go spędzić. Mieszając cukier w kawie, uświadomił sobie, że naprawdę zaniedbywał Ginny ostatnimi czasy. Tylko praca i praca, misje i śledztwa. Chciał jej to wynagrodzić, a ta niedziela zdawała się być do tego idealna.
- Mmm... jajka i bekon?
Wyrwany z planowania, odwrócił się i posłał uśmiech w stronę przybyłej Ginny. Jej drobne ciało skrywało się pod delikatnym szlafrokiem przewiązanym niedbale paskiem. Z każdym dniem zdawała się mu być piękniejszą – jej roześmiane, kochające oczy, czuły uśmiech, delikatne dłonie...
- Dokładnie tak. I tosty.
- Idealnie. W takim razie proszę dokończyć gotowanie, panie Potter, a ja za ten czas ubiorę się w coś odpowiedniejszego.
Odprowadzał ją wzrokiem, śledząc uważnie każdy jej ruch. Nie musiał przytakiwać – zawsze i tak robiła to, co chciała. Harry znowu się uśmiechnął i zaczął robić drugą kawę, dokładnie taką, jaką lubiła Ginny.
Nie wiedział, ile minęło czasu. Pięć minut? Może dziesięć? W chwili, gdy usłyszał kroki na schodach, do okna zapukała ciemna sowa. Dostojny puchacz, którego zupełnie nie kojarzył i którego widok sprawił, że Harry zaczął mieć się na baczności. Otworzył okno, czekając, aż ptak wleci, jednak ten zaledwie wysunął nóżkę z listem w jego stronę. Gdy tylko wiadomość znalazła się w ręce bruneta, sowa odwróciła się i odleciała, nie czekając na odpowiedź zwrotną. Dziwne, pomyślał Harry.
- Wszystko w porządku?
Jego mózg pracował na zdwojonych obrotach, dotyk dłoni Ginny czuł niemal jak zza mgły.
- Jak najbardziej. To pewnie z pracy, nic niepokojącego.
- Lepiej otwórz.
Krótki pocałunek w policzek i uczucie lekkości na barkach. Ginny ruszyła w stronę stołu i wciąż go obserwując, zaczęła jeść powoli śniadanie.
Harry rozerwał pieczęć i rozwinął krótki pergamin, na którym koślawym pismem został napisany adres oraz godzina spotkania zaplanowanego na dzisiejszy wieczór.
- Mam informacje, które mogą Cię zainteresować, Potter – przeczytał bezgłośnie, próbując rozpoznać, do kogo mogły należeć krzywe literki. Rzucił na list zaklęcie diagnozujące, jednak jego rezultat był po prostu marny. Wyglądało na to, że ktoś go ubiegł i obłożył wiadomość czarnomagiczną ochroną. Kto to mógł być? Malfoy? Nie, on na pewno nie byłby tak głupi. Może ktoś, kto wie, gdzie on jest? Kto doprowadzi ich do niego? – Ciekawe.
- Co jest takie ciekawe, Harry? Odkąd pracujecie z Hermioną nad tą dziwną sprawą, jesteś jakiś... jakiś taki...
- Co? – mruknął, wzdrygając się. Spojrzał na zaniepokojoną twarz Ginny i spróbował, by jego własna się rozjaśniła lekkim, niedbałym uśmiechem. Spojrzał jeszcze raz na adres oraz godzinę, a potem ruszył w stronę stołu, rzucając pergamin do paleniska. Gorący żar od razu rozprawił się z wiadomością.
- Nie martw się, Ginny. Tak jak mówiłem, to tylko które powiadomienie z pracy. Wszystko w porządku, jedzmy.
- Skoro tak mówisz. Rozmawiałeś z Hermioną? Kiedy do nas wpadnie?
Pokiwał głową, ale nie odpowiedział ani słowa. A jeśli wiadomość była związana właśnie z nią? Jeśli jednak coś przed nim ukrywała? A może wpadła w tarapaty i nie mogła mu o tym powiedzieć?
- Jak radzi sobie z Libby?
- Powiedziała, że dopóki nie wyjaśni się sprawa z pożarem, oddaje ją do takiej mugolskiej instytucji, która opiekuje się dziećmi w ciągu dnia. Jest tam całkowicie bezpieczna i odseparowana od naszego świata.
Ginny pokiwała głową, gmerając widelcem w jedzeniu. Nieoczekiwanie zagadkowy list stracił na ważności. Harry chwycił wolną dłoń swojej żony i zaczął pieścić niespiesznie jej knykcie.
- Jestem pewien, że sama odezwie się do ciebie na dniach. Wydaje mi się, że ostatnie wydarzenia trochę ją przytłoczyły, ale znasz Hermionę. Poradzi sobie.
- Jak zawsze – stwierdziła zdawkowo.
Harry rozważył, czy kontynuować ten niepewny temat, czy może lepiej skierować rozmowę na inny tor. Wybrał tę drugą opcję.
- Co powiesz na zakupy? Dzisiaj. Mam ochotę kupić ci wspaniałą sukienkę i nowe buty.
Ginny uniosła zaskoczone spojrzenie znad talerza. Jej brew powędrowała do góry o kilka milimetrów, a usta wygięły się w lekki uśmiech.
- Chcesz odwrócić moją uwagę?
- A potem wspólny obiad z szarlotką na ciepło na deser i wypad na lodowisko.
- Nie umiem jeździć na łyżwach...
Tym razem to Harry uniósł brew, patrząc na nią z powątpiewaniem.
- Radzisz sobie w powietrzu na miotle, a nie poradzisz na lodzie?
Ginny wzruszyła ramionami, ale zaraz ponownie się uśmiechnęła. W jej spojrzeniu znów pojawił się ten wesoły błysk – najwyraźniej perspektywa zakupów zdała egzamin i humor został poprawiony od razu. Harry miał tylko nadzieję, że rzeczywiście uda im się kupić wspomnianą sukienkę. I buty. Albo jeszcze kolejny sweter, który Ginny tak uwielbiała. I on z resztą też.
I że zdąży na narzucone mu spotkanie.
Bo intuicja mówiła mu, że okaże się ono przełomowe.


8 komentarzy:

  1. Już miałam napisać kolejny komentarz o tym jak bardzo wyczekuję kolejnego rozdziału ( chociaż zawsze wszystkim piszę, by się nie śpieszyli) a tu proszę bardzo kolejny rozdział. Byłam mile zaskoczona, cieszyłam się i od razu zabrałam się za czytanie.
    Zaniepokoił mnie już sam początek. Jak to: powoli zbliżamy się do końca?!?! Nie nie nie ja protestuję! Bardzo polubiłam GA i nie chciałabym, aby już się kończyło. Chociaż w sumie to nie... nie będę się wtrącać. To twoja i tylko twoja inwencja twórcza. Stworzyłaś ten intrygujący blog i nie zależnie od tego kiedy i w jaki sposób się skończy zawsze z chęcią powrócę do niego. Mam także nadzieję że nie znikniesz z świata Dramione.
    Co do rozdziału to... no, krótki trochę. Bardzo przyjemnie się go czyta, ale mimo to nie wnosi do fabuły zbyt wiele ( poza bardzo interesującym snem i listem). Mogę się mylić, ale... mam wrażenie że pisałaś ten rozdział, hm... jakby to ująć... będąc rozkojarzona? Ale mogę się mylić. A nawet jeżeli nie do końca skupiłaś sie na rozdziale, to nie ma w tym nic dziwnego. W końcu mamy Walentynki! Amorki, (fuj)róże,(fuj)czekoladki( w sumie to mniam). Ogólnie mówiąc: Cukier wszędzie! Mam nadzieje że miło spędzisz to jakże denerwujące mnie święto i wrócisz z rozdziałem zapierającym dech w piersiach. Oczywiście: Gdzie się człowiek spieszy tam się diabeł cieszy!
    Pozdrowienia
    Ta, której imienia nie wolno wymawiać...
    PS. Pierwsza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha! Spokojnie, jeszcze kawałeczek został. Jeszcze będziecie mnie mieli dość :) Poza tym, zdecydowałam jednak pozostać w Dramione i po GA ruszam z nowym opowiadaniem, także jeśli tylko będziesz chciała - zachęcam już teraz do czytania nowej historii, która pojawi się wkrótce po zakończeniu tej :)
      Szczerze, nie wiem, czy byłam rozkojarzona. Może to wina dopiero co zdanej sesji (9 egzaminów to jednak coś, po czym miałam ochotę tylko leżeć i spać :`D) albo tego, że NAPRAWDĘ chciałam coś napisać i czułam wewnętrzną potrzebę zarówno napisania, jak i dodania nowości na GA. Wezmę to jednak pod uwagę przy 20. rozdziale z pewnością :)

      Całuję!

      Usuń
  2. Moim zdaniem ten rozdział wnosi dużo do fabuły i to od niego zacznie się główna akcja. Bardzo fajne, ale następny rozdział dodasz w mniejszym odstepie czasu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że do 2 tygodni :)

      Usuń
  3. Do tej pory nie komentowałam, bo czytałam wszystko jednym cięgiem, więc teraz czas na pochwały :)
    Od pierwszego rozdziału, jak zaczęłam czytać, to miałam wrażenie, że czytam książkę, a nie kolejny blog potterowski. Dlatego wątpię, żeby to był Twój debiut, a jeśli tak, to jesteś naprawdę utalentowana. Czyta się to jak powieść już ukształtowanego autora. Przyznam, że czasem denerwują mnie opisy, ale niestety nie umiem podać ci konkretów, bo chciałam jak najszybciej skończyć i dowiedzieć się wszystkiego (jak zaczynałam czytać, to myślałam, ze to skończone opowiadanie).
    Posłodzę Ci jeszcze trochę i powiem: jak dla mnie pełna profeska, od szaty graficznej po treść. Z racji tego że jestem już na bieżąco, będę z większą uwagą czytać kolejne rozdziały i, jeśli tego chcesz i oczekujesz, komentować co się podoba a co nie.
    Do zobaczenia mam nadzieję, że za te 2 tygodnie
    Riffing

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za ujawnienie się na GA - niezmiernie mi miło z tego powodu :) Tym bardziej miło mi czytać tak budujące słowa. Nie zawsze wychodzi tak, jak chcę, ale staram się pisać z każdym rozdziałem lepiej - a co z tego wyjdzie, to się okaże tak naprawdę przy epilogu :) Jeśli tylko sama masz ochotę komentować - zachęcam, bo dzięki temu poznam Twoją opinię i na pewno wezmę ją pod uwagę!

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  4. Czytając fragment, gdzie wszystko się wydało, powtarzałam sobie w myślach : " oby to był tylko sen" i na szczęście był. Rozdział bardzo fajny, aczkolwiek końcówka trochę mnie zaniepokoiła. Mam nadzieję na wielki happy end tej historii i zniknięcie Wiktora z życia Hermiony, więc każdy fragment, gdzie dzieje się coś co może zagrażać naszej parze, budzi mój niepokój :)
    Fakt faktem rozdział jest boski i nie mogę doczekać się kolejnego.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny :)
    wbrew-wszystkim-dhl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytając pierwszy fragment, podejrzewałam, że okaże się to snem, bo nie wierzę, żeby Harry zareagował tak brutalnie, krzywdząc przy tym swoją przyjaciółkę. Swoją drogą wyszło to bardzo ciekawie. Dodatkowy plus za napisanie tego z perspektywy Malfoya.
    Późniejszą część czytało się najprzyjemniej! Niby przytulanki, cukier i te sprawy, ale jednak wspomniałaś o tym śnie, który, o dziwo, śnił im się obu (mam nadzieję, że nie okaże się jakimś proroczym...), i prośba Draco.
    List Kruma mnie zaniepokoił. Marcus pewnie wszystko wygadał, ech. Jestem strasznie ciekawa reakcji Harry'ego, bo, tak myślę, nie uwierzy w to od razu i będzie chciał się o tym przekonać. Wiktor może mu pokaże Marcusa i... Dobra, wolę już nie wymyślać, bo ten komentarz miałby z 2 strony co najmniej. :D
    Jak zawsze, językowo było niemalże idealnie. Z błędów widziałam może z dwie literówki i jedno zdanie wyglądało tak, jakbyś pisała coś, ale potem zmieniła zdanie i dokończyła je zupełnie inaczej. Teraz ich nie wskażę, bo notkę przeczytałam kilka godzin wcześniej, a aktualnie oczy mi się same zamykają i postaram się zrobić to jutro.
    W każdym razie rozdział bardzo mi się podobał i cieszę się, że w końcu się pojawił, bo strasznie go wyczekiwałam! Nie mogę doczekać się kolejnej części i pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń

- +