Followers

piątek, 26 lipca 2013

[8] Serce nigdy nie sklepia się równo

     Chodził po nowym mieszkanku z mieszaniną zaskoczenia pomysłem swojej mamy oraz dalej trwającego niedowierzania. Nie było wcale duże, zaledwie dwupokojowe ze średnich rozmiarów kuchnią oraz łazienką i malutkim przedpokoikiem, w którym Crabbe by się za pewne nie zmieścił. Za rogiem znajdowały się kręte schody na niskie poddasze, gdzie Draco prawdopodobnie urządzi sobie sypialnie. Blondyn nie mógł ukryć, że czuł się nieco przytłoczony takim metrażem, ale z drugiej strony wszystko było lepsze od jego poprzedniej kryjówki. Musiał to przyznać. Po chwili zastanowienia odrzucił ciężki płaszcz na fotel w saloniku, sam usiadł na oparciu kanapy i wbił wzrok w krajobraz za szybą. Wciąż nie mógł uwierzyć, że matka znalazła mu schronienie tuż pod nosem aurorów, tuż pod nosem tej przeklętej Granger, która zaraz na pewno go wywącha. Zmełł w ustach przekleństwo i przeczesał włosy ruchem pełnym desperacji. Odetchnął. Przesunął dłonią wzdłuż twarzy i wstał, podchodząc do drzwi balkonowych. Przytknął policzek do szyby i spojrzał w górę, na wysoki budynek biura aurorów. Jego nowe mieszkanie znajdowało się na najwyższym piętrze kamienicy.
      Śledził uważnym spojrzeniem okna każdego piętra, z zaskoczeniem zatrzymując się na siódmym albo ósmym - po czwartym stracił rachubę w liczeniu szybek. Zmarszczył brwi i doszedł do wniosku, że albo mu się zdawało, albo właśnie wpatrywał się w nikogo innego, jak Granger, która opierała się w podobny sposób do niego, przykładając coś do policzka. Draco wykrzywił wargi w zdziwieniu, wytężając wzrok. Pomimo całej złości i nienawiści, jakie do niej żywił, mężczyzna musiał przyznać sam przed sobą, że Granger prezentowała się... nieźle. Taksował uważnie to, co dosięgał wzrokiem, ale nagle opamiętał się, potrząsnął głową i doszedł do wniosku, że musi wziąć prysznic.
     Granger to zwiastun jego śmierci.
     Żadne ponętne ciałko, które mogłoby się wić pod nim którejś nocy...
     Nie, Hermiona Granger z pewnością mogła oznaczać tylko kłopoty.


***

     [The Script - Breakeven]


     Była na siebie zła, bardzo zła.
     Przytrzymując lód przy policzku, chodziła po swoim gabinecie niczym rozdrażniony lew w klatce w zoo i jak ognia unikała spojrzenia każdego z mężczyzn. Co chwila przymykała oczy i otwierała je, i tak w kółko. Nic nie mówiła. W ciszy przypominała sobie wydarzenia sprzed ostatnich piętnastu minut, bo nie wszystko jej w nich grało i, szczerze powiedziawszy, czuła się po prostu troszkę zagubiona, a że nie chciała się przyznać do tej niepewności, to trwali całą trójką w niezręcznej, ciężkiej ciszy. Pamiętała ranek - śniadanie, wizytę u Gringotta, jej nową skrytkę, jej... nowy dom, pamiętała przyjście do biura i wesołą rozmowę z Charlotte w cafeterii, gdzie kupiła kawę. Pamiętała, jak wypiła ją w drodze na ich piętro i jak wyrzuciła pusty kubek do kosza przy windzie. Nie umknął jej też moment ujrzenia bijących się Harry'ego i Wiktora, choć określenie: bitego Wiktora przez Harry'ego bardziej by tu pasowało. Mimo całej złości jeden kącik ust uniósł się w słabej namiastce rozbawienia. Pokręciła lekko głową, przystając obok swojego ulubionego okna. Oparła się o nie ramieniem i spoglądając w dół, ku budzącemu się Londynowi, westchnęła i odjęła lód od twarzy. Dalej jej wspomnienia były bardzo zamazane.
     Po zadręczającym się w kącie Harrym wiedziała, że to on ją uderzył. Po fazie dzikiego przepraszania zaszył się w fotelu w cieniu, ukrył twarz w dłoniach i mamrocząc pod nosem, kiwał się w przód i w tył, szarpiąc się jeszcze co jakiś czas za włosy. Było jej go szkoda i najchętniej podeszłaby do niego czym prędzej, ale wtedy jej wzrok napotykał widok Wiktora - poobijanego, zakrwawionego i wyjątkowo ponurego. Siedział zgarbiony na sofie, plecami do Harry'ego i przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze, pozbywał się swojej krwi z twarzy i szaty. Wyglądał paskudnie. Co jakiś czas zerkał zaniepokojony na Hermionę, która wtedy odwracała wzrok.
     Po głębszym zastanowieniu stwierdziła, że sama była sobie winna. Nie powinna była podchodzić do Harry'ego od tyłu. Przez krótki moment zadrżała na wspomnienie jego twarzy wykrzywionej wściekłością, a potem oblało ją poniekąd przyjemne ciepło. To za jej sprawą Harry był w tym stanie, to dla niej się bił, to o nią troszczył. Hermiona rzuciła przyjacielowi pełne miłości i wdzięczności spojrzenie, którego, oczywiście, nie zauważył, w dalszym ciągu się zadręczając. Później Harry ją uderzył, sądząc zapewne, że to ktoś inny chciał ich rozdzielić. A ona upadła, w głowie zawirowało i miała wrażenie, że znowu znajduje się we wspólnym domu jej i Rona.
     Odetchnęła. To nie była wina Harry'ego, to nie była wina Wiktora. Po prostu jej, tak było najłatwiej.
     Chrząknęła i odeszła od okna, podeszła do swojego biurka i odkładając na blat woreczek z lodem, usiadła w fotelu. W ciszy zebrała rozwiane włosy i upięła je w kucyka, a potem popatrzyła najpierw na Wiktora, a następnie na Harry'ego.
     - Będziemy tak siedzieć i siedzieć cały dzień? - zaczęła lekko, podpierając się na jednej ręce. Drugą złapała przy upadku na ziemię, ale Harry w pośpiechu zajął się nią już na samym początku i teraz po złamaniu nie było śladu. Potter nie zareagował na jej słowa, wpatrywał się jedynie w dalszym ciągu w podłogę. - Harry, bo będę musiała kazać ci się zwolnić za nic nie robienie - zażartowała, a brunet nie mógł wyjść z szoku, jak szybko potrafiła się pozbierać.
     - Hermiono, ja przepraszam - powiedział znowu, kręcąc głową. Wciąż na nią nie patrzył.
     Hermiona zaczęła się powoli spodziewać momentu, kiedy Wybraniec padnie na kolana i zacznie bić głową o podłogę, załamany tym, że przyczynił się do jej bólu - czegoś, przed czym chciał ją chronić przez ostatni rok. Wystarczył ułamek sekundy i niepohamowana wściekłość, żeby postawione przez ten czas mury runęły.
     - Nic się nie stało - mruknęła. - Możemy...
     - To jego wina! - wstał nagle Potter, zaciskając dłonie w pięści. - Jego!
     Zapadła cisza.
     - Nie będziemy wnikać, co jest czyją winą, Harry... - powiedziała rozsądnie.
     - Po co tu w ogóle przyszedłeś? - wypluł z odrazą Potter, patrząc na Kruma. Sprawiał wrażenie, jakby w ogóle nie słuchał Hermiony. - Po co znowu chcesz śmiecić w jej życiu? Wszystko było w porządku, zanim się pojawiłeś. Myślisz, że jak się nagle zjawisz, to wszystko będzie naprawione? Nie. Nie!
     - Harry - zaczęła znowu cicho. - Wiktor przyjechał, żeby zobaczyć się z Libby.
     - Nic mnie to nie obchodzi! - odpyskował natychmiast. - Nie ma do niej żadnego prawa!
     Kobieta patrzyła na niego krótko w ciszy, a potem przeszła do swojego biurka i oparła się o nie udem. Odłożyła woreczek z lodem i zapatrzyła się na niego chwilkę, zagryzając wargę. Wiedziała, doskonale wiedziała, że zarówno Harry, jak i Ginny przywiązali się do Libby i od samego początku traktowali ją jak własną córkę, której do tej pory nie mogli mieć. Wiedziała, że sama im na to pozwoliła i wiedziała też, że nie cofnęłaby czasu i niczego by w tym nie zmieniła. Wiedziała to wszystko. Ale nie wiedział tego Wiktor, który patrzył na Harry'ego z czystym szokiem wypisanym w swoich ciemniejących od złości oczach.
     - Ja nie mam prawa? - zakrzyknął wściekle, zrywając się na równe nogi. - To jest moja córka, a nie twoja, Potter - powiedział dla odmiany cicho, groźnie. Hermionę przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Zacisnęła dłoń w pięść.
     - Wiktor, wyjdź - poprosiła cicho pewnym głosem. Harry znał ten ton i nie mógł się powstrzymać od niewielkiego uśmiechu, jaki zakwitł na jego ustach. - Nie rób takiej miny, Harry - dodała natychmiast.
     Uśmiech Pottera znikł jak za odjęciem ręki. Chrząknął jednak, zerkając na Kruma, a potem wymownie na drzwi.
     - W Bułgarii nie czyści się uszu? - mruknął leniwie, bo Bułgar stał dalej w miejscu, wpatrując się w Hermionę nierozumiejącym wzrokiem. - Nie słyszałeś?
     - Dlaczego to ja mam wyjść, a nie on? - spytał równie cicho i spokojnie, co ona. Kobieta nigdy nie spodziewałaby się tego po Wiktorze, którego znała.
     - Ponieważ to on razem ze swoją żoną był przy mnie przez cały ten czas i to on jest dla Libby kimś bliższym, niż ty. Przykro mi, ani czasu, ani czynów nie cofniesz, Wiktor, nawet jeśli chcesz naprawić. Wyjdź, chcę porozmawiać z Harrym - powtórzyła.
     Drzwi zamknęły się z cichym stuknięciem, a Potter w mgnieniu oka znalazł się przed biurkiem Hermiony, opierając się o jego blat na swoich ramionach. Kobieta mimowolnie zatrzymała wzrok na jego poobijanych dłoniach.
     - Wytłumacz mi to, proszę - powiedział cichutko, patrząc na nią niemal prosząco. Ten dzień zaczął się tak dobrze! Wspólne śniadanie, jak co dzień, przekomarzanki i rozmowy, uśmiech na twarzach najważniejszych kobiet jego życia, a potem... a potem Hermiona zniknęła, a gdy się pojawiła, to dostała od niego w twarz. Genialnie. - Twoje poranne zniknięcie ma coś z tm wspólnego, prawda? - olśniło go nieoczekiwanie, a Hermiona była tym trafnym wnioskiem zaskoczona w równym stopniu, co on.
     Szatynka westchnęła cicho i pomasowała sobie lekko kark.
     - Humm... ale nie krzycz, dobrze? - pomyślała, że zabrzmiała właśnie, jakby była małą dziewczyną i coś spsociła, a Harry był jej ojcem. Brunet kiwnął niecierpliwie głową.
     - Przed paroma dniami, kiedy byłeś u Ministra Magii, Wiktor pojawił się nieoczekiwanie w moim gabinecie, twierdząc, że był głupcem i że żałuje tego, że zostawił mnie i Libby - zaczęła i usiadła w fotelu, proponując to samo mężczyźnie przed nią. Ignorując jego prychnięcie, kontynuowała: - Wyglądał naprawdę na skruszonego i naprawdę sprawiał wrażenie, jakby chciał to wszystko naprawić. Porozmawialiśmy, potem zaprosił mnie na szybki lunch i to miał być ostatni raz, kiedy miałam go zobaczyć bez większej potrzeby, rozumiesz. Jedyne, o co poprosił, to zobaczenie Libby, bo doszedł do wniosku, że to w końcu jego dziecko i że ma do tego prawo. Harry, on naprawdę miał do tego prawo, rozumiesz? - mruknęła, widząc zmianę na jego twarzy. Brunet prawdopodobnie dopowiedział sobie resztę historii, bo jego usta zacisnęły się w cienką linię. - To w dalszym ciągu jest jej ojciec i tutaj z kolei ja nie mam prawa do decydowania, czy zabronię mu widywać własną córkę, czy nie. Jaka byłaby ze mnie matka, gdybym postanowiła o tym za Libby?
     - Libby ma niedawno skończone dwa miesiące, Hermiono - mruknął cicho Harry, a ona doskonale wiedziała, że jej przyjaciel czuje teraz do niej nieopisany żal. Westchnęła cicho.
     - Może i tak. Ale wydaje mi się, że lepsze jest wychowywanie dziecka od początku ze świadomością, że ma ojca gdzieś indziej i że ten ojciec chce się z nią jednak widywać, niż w wieku parunastu lat powiedzieć mu, że on chciał się z nim widywać, ale to matka mu na to nie pozwoliła. Rozumiesz mnie?
     Potter nie wyglądał na przekonanego, ale jego upór nieco opadł. Przetarł bolącą dłonią twarz, zaciskając na sekundę zęby. Wściekłość rozpaliła się w nim na nowo i nie mógł nic na to poradzić. Ale potem przypomniał sobie, co zrobił, kiedy pozwolił jej przejąć nad sobą kontrolę.
     - Co dalej? Rozumiem, że ją zobaczył i co?
     - Chciał do nas wrócić i zacząć wszystko od nowa - powiedziała po chwili zwłoki, ignorując zupełnie świst, z jakim Harry zaczerpnął powietrze. - Od razu odrzuciłam tę propozycję i powiedziałam mu jasno, że jeśli chce się widywać z Libby, to mu tego nie zabronię, ale będzie się to odbywać mimo wszystko na moich zasadach. A on stwierdził na to, że skoro tak, to będzie płacił alimenty i postara się zapewnić nam jak najlepszy byt.
     Brunet popatrzył uważnie na Hermionę, marszcząc brwi.
     - I?
     - To stresujące, Harry... - mruknęła niechętnie, patrząc na niego wymownie. - Powiedziałam mu, że skoro tak chce, to niech tak będzie i że wszelkie pieniądze, jakie chce nam wysłać, niech wysyła na skrytkę Libby, z której nie wezmę ani knuta, chyba że będzie to przeznaczone dla dziecka.
     Mężczyzna odetchnął.
     - Miona, ale wiesz, że nie musisz brać od niego żadnych pieniędzy, prawda? - powiedział miękko, pochylając się i chwytając ją za dłonie. Hermiona wczuła się w jego delikatny i niemal czuły, bratni dotyk i uśmiechnęła się do niego, kiwając głową. - Razem z Ginny zapewnimy wam wszystko, czego byście nie potrzebowały. Odeślij go do tej zasranej Bułgarii i niech tu już nie wraca.
     Kobieta, gładząc spokojnie dłonie przyjaciela, przyglądała mu się uważnie, przechylając lekko głową. Przymknęła na moment oczy na znak, że rozumie i westchnęła cicho. Jej uśmiech zmienił się w ten nieco smutniejszy, kiedy wreszcie odważyła się powiedzieć na głos to, co gnębiło ją od samego początku.
     - Wiem, Harry i dziękuję za to. Obydwoje z Ginny jesteście wspaniali i nie wiem, co bym bez was zrobiła. Podejrzewam, że gdyby nie wy, to już samej ciąży bym nie przetrwała i Libby w ogóle by się nie urodziła - na samą myśl o czymś takim coś ją zakuło w sercu. - Ale nie mogę ciągle na was polegać, rozumiesz? Mam Libby, jestem jej matką i muszę w końcu sama zacząć dawać radę w wychowywaniu jej i w zapewnianiu jej tego, co niezbędne i najlepsze dla niej. To, że ciągle siedzę wam na głowie, to... to po prostu godzi w moją dumę, każdego dnia, w każdej sekundzie, po prostu cały czas, wiesz?
     - Ale...
     - Tak, mam zamiar stanąć na nogi z pomocą finansową Wiktora, wiem o tym. Niby tu mówię, że chcę się usamodzielnić, a tu zupełnie coś innego... Ale to jest jej ojciec, on też zaczął się czuć zobowiązany do pomocy i opieki nad Libby.
     - Nienawidzę go - syknął z prawdziwą pasją, a Hermiona jedynie spuściła wzrok, zagryzając wargę. Ścisnęła mocniej jego dłoń i uniosła lekko do ust. Harry nie mógł patrzyć na jej dolną wargę, która wciąż była zaczerwieniona i nabrzmiała od krwi.
     - Gdyby nie on, nie byłoby Libby - przypomniała mu spokojnie. - Pozwól nam spróbować, Harry - poprosiła, patrząc na niego niemal ze łzami desperacji w oczach. Znała go, doskonale wiedziała, co już roiło się w jego głowie, jakie inne wymówki na to, żeby jednak została z nimi, zapewnienia, że im ani trochę nie przeszkadza. Równie dobrze mogła po prostu stanąć na progu domu, powiedzieć "wyprowadzam się" i zniknąć, była przecież dorosła. To jednak zupełnie nie byłoby w porządku względem Potterów po tym, co dla niej zrobili.
     - Wczoraj wieczorem dostałam sowę od Wiktora i dlatego przyszłam dzisiaj później do biura, choć może, gdybym przyszła normalnie, to nie stałoby się to, co się stało - uśmiechnęła się krzywo zdrowym kącikiem ust. Zwolniła uścisk jednej dłoni i przetarła zmęczone powieki. Ten dzień zapowiadał się naprawdę koszmarnie. - Poszłam rano do Gringotta, gdzie założył osobną skrytkę dla mnie i dla Libby i nie ukrywam, że znajdujące się tam pieniądze wystarczą nam na następnych parę lat, jednakże... huh - sapnęła. - Pieniądze to nie było wszystko, co tam na mnie czekało - wznowiła po chwili milczenia. - W środku były też klucze do pustego domu, stojącego gdzieś pod Londynem. Jest już prawie zima i wszystko tam było zasypane, dlatego nawet nie wiem, gdzie to dokładnie było, a po samej ulicy nic mi...
     - Zaraz, zaraz - przerwał jej. - Teleportowałaś się do zupełnie nieznanego ci miejsca tylko dlatego, że Wiktor ci kazał?
     Patrzyła na niego w milczeniu, co było jednoznaczną odpowiedzią. Harry wywrócił zirytowany oczami i wyrwał delikatnie dłonie z jej uścisku, a potem zaplótł je na karku. Skrzywił się nieznacznie.
     - Nie poznaję cię.
     - To naprawdę ładny dom. Mam zamiar go przyjąć i jeszcze do końca roku się do niego przeprowadzić, Harry - powiedziała wreszcie słowa, które ciążyły jej na sercu od momentu ujrzenia tamtej posiadłości. Wypowiedź zawisła w powietrzu. - Przepraszam. Jestem okropnie niewdzięczna, wy tyle dla mnie zrobiliście, przez cały czas byliście, a ja... - mówiła, nawet nie zastanawiając się, co jej ślina na język niesie. To był pierwszy raz, kiedy siedzieli naprzeciw siebie i naprawdę rozmawiali o tym, co siedzi w środku niej, co ją trapi i boli. Wielokrotnie powtarzała, że zawdzięcza im wszystko, ale Harry zawsze zbywał to ciepłym uśmiechem i robił jej kolejny kubek owocowej herbaty z sokiem malinowym, żeby się rozgrzała i odpoczęła. A teraz słuchał uważnie, wpatrując się w nią bez słowa. W pewnym momencie miała wrażenie, że zgubił wątek i zupełnie przestał rozumieć to, co do niego mówiła, ale on nagle znowu złapał jej dłonie, przerywając.
     A potem wyszedł bez słowa.

     Na jego miejscu niemal natychmiast pojawił się Wiktor, domagając się wyjaśnień całej tej sytuacji. W swojej wypowiedzi pominął wzmiankę, że Potter niemal znowu go zaatakował, popychając na ścianę, bo nie chciał, żeby Hermiona znowu się zdenerwowała. Przyglądał jej się ze szczerą troską, a najbardziej czego chciał, to podejść, przytulić ją i pocałować w czoło, chcąc okazać, że się nią zajmie. Żeby tylko dała mu szansę...
     - Domyślam się, że przyszedłeś tutaj z powodu niespodzianki, jaką zostawiłeś w skrytce - mruknęła cicho, zupełnie obcym głosem. Wiktor nie wiedział, co zostało powiedziane między dwójką przyjaciół, ale w mig pojął, że coś było nie tak. Nastroszył groźnie brwi, teraz samemu będąc gotów do pognania za Potterem i do obicia mu twarzy. Zamiast tego jednak spojrzał uważnie z powrotem na Hermionę.
     - Przemyślałam wszystko i choć początkowo chciałam odrzucić prezent od ciebie, to potem doszłam do wniosku, że warto schować dumę w kieszeń i zacisnąć zęby. Chcę jednak, żebyś wiedział, że przyjmuję to wszystko tylko i wyłącznie ze względu Libby, Wiktor. I naszą znajomość też odnawiam tylko przez naszą córkę - pierwszy raz użyła takiego zestawienia słów na dziecko i coś w środku Wiktora rozpaliło się potężnym, namiętnym ogniem. - Chciałam cię jeszcze przeprosić za zachowanie Harry'ego. Nie spodziewał się ciebie tutaj, nie pomyślałam... żeby go uprzedzić o twojej  ewentualnej wizycie i nie był na to po prostu przygotowany. Mam nadzieję, że nie będziesz miał mu za złe całego zdarzenia, wszystko jest już wyleczone.
     - Z wyjątkiem ciebie, Hermio...
     Hermiona uniosła na niego spojrzenie, pierwszy raz od jego wejścia. Do tej pory wbijała je w połyskujący blat biurka.
     - Chciałabym zostać sama, mogę? Przepraszam, że cię wyganiam - powiedziała, ale sprawiała wrażenie, jakby słowa wypłynęły z niej automatycznie, jakby w ogóle ich nie kontrolowała. Jej oczy były dziwnie puste, a całe ciało sztywne, ale nie opierał się, wiedząc, że swoim oporem może jedynie stracić, a nie zyskać. Skinął krótko, a potem nieoczekiwanie znalazł się przy niej i troskliwie pocałował ją w głowę, czego zupełnie się nie spodziewała. Nim zdążyła wybudzić się z pochłaniającego ją transu i zareagować, Wiktor był już za drzwiami.


     Harry Potter wszedł ponownie do jej biura trzy godziny i siedem minut później. Przeglądając zaległe dokumenty nie zwróciła na niego uwagi, choć doskonale wiedziała, że był parę kroków przed nią. Nie chciała, żeby zobaczył odmalowane na jej twarzy czyste rozczarowanie jego reakcją. Gdy stanął zaraz przy biurku, zagryzła lekko wargę i wreszcie uniosła na niego spojrzenie.
     - Harry, ja...
     - Ciii - mruknął, przystawiając palec do swoich warg i usiadł na skraju mebla. Hermiona mimowolnie zerknęła na drzwi, nie do końca pewna, co znaczy ten ruch. - Rozumiem. Zrozumiałem, Hermiono - powtórzył, kiwając lekko głową. Zaplótł dłonie na udach. Przyglądała mu się podejrzliwie, a kiedy uzmysłowiła sobie, że powiedział te słowa z pełną świadomością, po jej twarzy rozlał się jeden z piękniejszych uśmiechów, jakie w życiu widział. - Dopóki sam nie będę miał własnych dzieci, nigdy nie zrozumiem twojego postępowania, ale staram się. Chcę, żebyś wiedziała, że nawet, jeśli nie będziemy już mieszkać wszyscy razem, to nasze drzwi są zawsze dla ciebie otwarte i zawsze możesz na nas liczyć. Widziałem się z Ginny i już z nią o tym rozmawiałem i choć jest naprawdę nieszczęśliwa z tego, że chcesz się wyprowadzić, to pogodziła się z tym znacznie szybciej, niż ja - mruknął, drapiąc się po policzku. Westchnął i wzruszył ramionami. - Jako kobieta rozumie więcej, chyba - dodał, jakby do siebie i zapatrzył się w ścianę.
     Hermiona chwyciła jego dłoń i ścisnęła ją mocno, uśmiechając się szeroko.
     - Dziękuję, Harry - mruknęła. - Po prostu najwyższy czas być w pełni odpowiedzialną za swoje czyny i ułożyć sobie własne życie. Nie mogę wiecznie być tą trzecią.
     Mężczyzna kiwnął krótko głową i wstał z zamiarem wyjścia. Nieoczekiwanie jednak wrócił i pocałował siedzącą kobietę w czoło. A potem bez słowa machnął różdżką i ostatnie ślady z porannych wydarzeń zniknęły bezpowrotnie. Przyglądał się chwilę twarzy przyjaciółki, kiwnął jeszcze raz głową i ostatecznie wyszedł. Hermiona siedziała jeszcze przez moment bez ruchu, aż wreszcie z cichym westchnięciem wzięła się za doczytywanie trzymanych w jednej dłoni dokumentów.
     Przez ciemne chmury tego dnia zaczynało wychylać się powoli jasne słońce.


     Dwie godziny później miała w swoim biurze kolejnego gościa. Markus zapukał trzy razy do drzwi, a usłyszawszy spokojne "proszę", wszedł i olśnił ją pięknym uśmiechem już w trzeciej sekundzie swojego pobytu w pomieszczeniu. Hermiona wolno odłożyła pióro na bok i oparła podbródek na ręce, przyglądając mu się z ciekawością. Nie wiedziała czy chciała wyszukać w jego twarzy zainteresowanie porannymi wydarzeniami, czy może pragnęła ujrzeć w niej jakieś rozbawienie, które skreśliłoby u niej szanse mężczyzny w mgnieniu oka? Markus nie wydawał się jednak byś zbytnio ciekawy poranka. O wiele bardziej sprawiał wrażenie zainteresowanego nią, Hermioną.
     Lubiła jego uśmiech - ten delikatny, niemal psotny jak u nastolatka, który zwykle gościł na jego twarzy. W pewnym momencie w towarzystwie tego mężczyzny zaczęła się po prostu odprężać, pomimo tych wszystkich murów, jakimi otoczyła się po przykrych wspomnieniach z Ronem i Wiktorem oraz po urodzeniu Libby. Jako pierwszy zdołał się przez nie przebić i sprawić, że spędzanie z nim czasu naprawdę zaczęło sprawiać jej przyjemność. Ubrany w białą koszulę oraz ciemne spodnie prezentował się wyjątkowo nienagannie, a Hermionie - choć tego nie chciała, przyspieszyło troszkę tętno. Podwinięte do łokci rękawy i rozpięte dwa guziki przy kołnierzyku sprawiały, że wyglądał jak niegrzeczny, buntujący się chłopiec. Ciężko jej się było do tego przyznać, ale miała pewną słabość do niegrzecznych chłopców.
     Markus wyciągnął zza pleców dwa kubki z pysznie pachnącą kawą i papierową torbę, w której skrywało się prawdopodobnie coś dobrego. Hermiona mimowolnie uśmiechnęła się szeroko, patrząc na niego z rozbawieniem. Pokręciła głową i przygryzła wargę.
     - Zamawiała pani muffinki z czekoladą i jagodami oraz waniliową latte również z czekoladą? - spytał oficjalnym tonem, zerkając na wyimaginowane zamówienie w notesie, z jakim zwykle chodzą kelnerzy.
     - Możliwe - powiedziała, unosząc brwi. - Jeśli tak, to co?
     - Dostanie pani swoje zamówienie.
     - A jeśli nie?
     - Zjem je na pani oczach. - Groźny błysk pojawił się w oczach Markusa.
     Kobieta zastanowiła się chwilę, spuszczając głowę.
     - Nie wiem, czy jestem gotowa aż na takie ryzyko - szepnęła w końcu zbolałym głosem i uniosła z powrotem głowę. Pochyliła się nad biurkiem i zmrużyła oczy. - Czuję, że chyba dziś już w spokoju nie popracuję, co?
     - Wypełniasz tylko te dokumenty...
     Uniosła ironicznie brew.
     - Gdybym wiedziała, że praca aurora to taka nudna, papierkowa robota, to bym się tu nie pchała - przyznała z rozbawieniem. Markus przywołał różdżką fotel bliżej biurka Hermiony i usiadł w nim wygodnie. Postawił na blacie obydwie kawy i rozerwał paczkę z pachnącymi łakociami, podsuwając je od razu kobiecie pod nos.
     - Będę gruba - zamarudziła cicho, biorąc jednego muffina. Wgryzła się w niego, przymykając powieki. Uwielbiała je i zastanawiała się, czy Markus skądś o tym wiedział, czy po prostu wybrał je, bo sam lubił? A jeśli wiedział, to skąd?
     Mężczyzna wywrócił oczami, biorąc w dłoń swoją kawę. Upił niewielki łyk, nie chcąc się nią poparzyć, a potem popatrzył Hermionie prosto w oczy, unosząc nieznacznie kącik ust.
     - Nawet jeśli przybyłoby ci tu i ówdzie, to wciąż byłabyś najpiękniejsza spośród wszystkich aurorek w tym budynku.
     Hermiona poruszyła się niespokojnie i spłoniła, jakby wciąż była podlotkiem. Zwlekając z odpowiedzią, znowu ugryzła i przeżuwała spokojnie, błądząc spojrzeniem po gabinecie. Wreszcie przełknęła.
     - Tak sądzisz?
     - Dokładnie tak.
     - To miłe - przyznała wreszcie, kiwając powoli głową. Upiła kawę, w myśli rozkoszując się jej idealnym smakiem.
     Markus błysnął zębami w uprzejmym, ale wciąż typowym dla siebie, drapieżnym uśmiechem.
     - Mało tego, zamierzam to udowodnić każdemu, kto nawinie mi się pod rękę tego wieczora.
     - Masz zamiar utuczyć mnie dziś wieczorem? - spytała, zastygając w bezruchu z kolejnym muffinem.
     Mężczyzna roześmiał się lekko, zastanawiając się, gdzie ta kobieta chowała się przez te wszystkie lata. Pokręcił głową.
     - Mam zamiar zabrać cię wieczorem na kolację do Oxo Tower - wyjaśnił wreszcie usłużnie.
     - Masz zamiar... A co, jeśli ja mam inne zamiary? - spytała przekornie, ale jej głos był poważny.
      Zgodziła się prawdopodobnie już wtedy, gdy wszedł do gabinetu.


***


     Ginny z Libby na rękach odprowadziła ją do drzwi z szerokim uśmiechem i wielką radością w oczach. Wiadomość o planowanej przeprowadzce przyjęła zdecydowanie lepiej niż Harry i postanowiła po prostu nacieszyć się obecnością dziecka w domu jeszcze tak długo, jak będzie to możliwe. Dodatkowo cieszyła się, widząc ten niepewny i zdekoncentrowany wzrok przyjaciółki, dzięki któremu utwierdzała się coraz bardziej w przekonaniu, że Hermiona właśnie Markusa wybrała na tego, który miał jako pierwszy pokonać resztkę otaczających ją murów. Przestała być sztywną, wyniosłą panią Granger z żelaznymi zasadami, a zaczęła być coraz częściej uśmiechniętą, pełną wdzięku i uroku kobietą, do której z przyjemnością chodziło się z jakimiś wątpliwościami dotyczącymi pracy. Bo na prywatne pogaduszki wciąż z mało kim sobie pozwalała.
     W dalszym jednak ciągu nikt nie wiedział o Libby. Ginny sama nie miała pojęcia czy to dobrze, czy źle, że Hermiona ukrywała istnienie tej ważnej osóbki przed Markusem. Z drugiej strony, myślała - jeśli zależy mu na jej przyjaciółce tak, jak powinno, to nagłe pojawienie się jej dziecka nie powinno stanowić dla prawdziwego mężczyzny problemu.
     Harry z kolei odprowadził ją do drzwi wymownym, nieco rozbawionym spojrzeniem znad gazety, którą czytał, przesiadując w salonie na tle igrającego wesoło ognia w kominku. Z zajmowanego fotela miał świetny widok na wychodzącą na kolację i ignorującą go do tej pory Hermionę. Brunet i tak wolał określenie "randka", szczególnie dlatego, że jego przyjaciółka tak skrzętnie unikała tego słowa. Musiał przyznać przed sobą, że gdyby był jej ojcem, nie puścił by jej na to spotkanie, głównie z tego powodu, że wyglądała po prostu zjawiskowo. Bałby się, że O'Sullivan straci nad sobą panowanie i po prostu rzuci się na nią, a potem wciągnie pod stolik w restauracji i... Harry zamknął oczy i chrząknął cicho pod nosem, żeby wrócić spojrzeniem do przyjaciółki. Czarna, marszczona sukienka bez rękawów przed kolano dodawała jej atrakcyjności, której i tak nie brakowało. Podkreślała piękną talię oraz jej drobną sylwetkę przez uwydatnienie zgrabnej szyi i wyraźnie zarysowanych obojczyków. Harry przyglądał się drobnym perełkom w jej uszach, które zalśniły na chwilę w blasku światła w kuchni. Zauważył też delikatny makijaż i przydymione oko, czy jak to się tam nazywało; drobną bransoletkę, sunącą dość lekko i swobodnie po skórze Hermiony, gdy ta energicznie ruszała dłońmi, rozmawiając o czymś z Ginny. Szczupłe nogi. Nie powinien lustrować jej takim spojrzeniem...
     Szatynka posłała mu uśmiech i wyszła z domu. Drzwi cicho klapnęły o futrynę, a Harry'emu mignęły czerwone podeszwy czarnych, wysokich szpilek. Śmiało mógł dodać, że potwornie seksownych szpilek - gdy widział swoją Ginny w podobnych, wariował.
     Dobrze, że Harry Potter był tylko przyjacielem, a nie ojcem Hermiony Granger, która właśnie wybrała się na randkę do jednej z najlepszych restauracji w całym niemagicznym Londynie z Markusem O'Sullivanem, któremu obiecał porachować kości, gdy ten w jakiś sposób skrzywdzi jego przyjaciółkę. W innym wypadku naprawdę nie pozwoliłby jej wyjść z domu, a tak... a tak, to cieszył się szczęściem, które powoli wyglądało do niego z jej oczu.

23 komentarze:

  1. Przeczytałam wszystko i strasznie mi się podoba ;D jestem strasznie ciekawa jak potoczą się dalsze losy Hermiony i kiedy w końcu powie Marcusowi i córce ;D
    dodaje do czytanych ;D
    pozdrawiam i dużo weny życzę !
    Avad ka ;*

    http://wspomnienia-smierciozercy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S kiedy w końcu będzie jakieś chociaż chwilowe spotkanie z Draco i Hermioną? :D nie umiem się tego doczekać!

      Usuń
    2. Achhhr, mam nadzieję, że już za rozdział albo dwa :) Problem w tym, że to opowiadanie jest dość specyficznym dramione - to bardziej opowiadanie o Hermionie, gdzie duży wpływ ma na nią Draco, ale nie należy do tych, gdzie po dziesiątym rozdziale są razem i są szczęśliwi i słodcy :D ale postaram się jak najszybciej ich spotkać, promise :D

      Usuń
    3. Też nie lubie jak tak od razu wielka miłość między nimi się rodzi już na samym początku ;D

      Usuń
  2. Cudowny rozdział i tak szybko się pojawił!;)
    Czekam na kolejny z niecierpliwością.

    Pozdrawiam Jagoda:);*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, kochana :) Też jestem zaskoczona, że tak szybko, hihi

      Usuń
  3. O *.* Świetny blog! Ciekawa jestem co będzie dalej z tym Markusem i kiedy nastąpi jakaś konkretna scena z Draconem. Piszesz, że tak powiem, bardzo profesjonalnie! Jakbym czytała dobrą książkę! Niewątpliwie postaram się jeszcze zajrzeć!

    Pozdrawiam i życzę weny!
    Nadya

    + Jeśli masz czas i ochotę, to wpadnij- http://hermionadracoocaleni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło to czytać, kochana :) Dziękuję!
      Pierwsza wspólna scena z Draconem pojawi się już wkrótce, prawdopodobnie w 10 rozdziale, choć może już nawet pod koniec następnego. Te granice są troszkę ruchome :)
      Odwiedzę Cię tak szybko, ja będę w stanie!

      Usuń
  4. No, no, no, z każdym kolejnym rozdziałem rośnie mój zachwyt, czekanie na kolejny to udręka :D Genialne opowiadanie, bardzo jestem ciekawa jak potoczą się losy Hermiony i Marcusa, no i kiedy Draco namiesza w życiu panny Granger :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że w takim razie niczego nie zepsuję i będziesz zadowolona, będąc tu razem ze mną :)

      Usuń
  5. Jestem na prawdę pod wielkim wrażeniem. Czytam wiele blogów o tematyce Dramione, a Twój już wkradł się do mojej ścisłej czołówki najlepszych. Historia jest niesamowita i taka inna. Lubię Twoją Hermionę, jej charakter i determinację. Postać Wiktora nigdy nie była moją ulubioną, a raczej był mi skrajnie obojętny. Za to Rona nigdy nie lubiła i chyba nigdy nie polubię. Nie pasowali do siebie i to raczej nigdy się dla mnie nie zmieni. Bardzo ciekawi mnie postać Marcusa. Ciekawie się o nią stara i widać, że na nią to zaczęło działać. Bardzo mnie ciekawi jak w to wszystko będzie wplątany wątek z Dramione. Oni razem w Twoim opowiadaniu mogą być wielką mieszanką wybuchową.
    Pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  6. No witam, dorwałam się do twojego bloga dzisiaj rano i za cel obrałam sobie szybkie zapoznanie się z jego treścią :D Już od pierwszego rozdziału czułam, że historia mi się spodoba, opis zamieszczony na katalogu opowiadań bardzo mnie zaintrygował.
    Masz świetny styl pisania, bardzo wciągający. Rozpisujesz się na temat emocji i wyglądu postaci, a ja to uwielbiam. Z łatwością się wczuwam i wszystko wyobrażam. Chociaż muszę się też do czegoś przyczepić. Zdarza ci się stworzyć mega długie, kilku linijkowe zdanie, przez co sama jego treść staje się zagmatwana i nielogiczna. Przyuważyłam też sporo literówek, czy powtórzeń.
    Ale to nie zmienia faktu, że piszesz świetnie.
    A co do samej fabuły. Hermiona posiadająca dobrą posadę, szanowana, odpowiedzialna, piękna, elegancka, odrobinę chłodna, ale profesjonalna biznes women - tak sobie wyobrażam przyszłość książkowej Hermiony. I u ciebie ona właśnie taka jest, z tym, że ma za sobą kawał bolesnej historii. Całe to małżeństwo z Ronem.. uch. Motyw z przemocą spotkałam już kilkukrotnie i za każdym razem czuję się strasznie ze świadomością, że przecież TEN Ron, przyjaciel, jeden ze Świętej Trójcy, osoba, która pomogła w pewnym stopniu zwyciężyć Voldemorta, bohater Bitwy o Hogwart.. mógł tak się zmienić. Taki smuteczek.. Zastanawiam się, czy kiedyś osobiście przedstawisz go w opowiadaniu, a jeśli tak, to mam nadzieję, że będzie to moment jego śmierci ;__; Nigdy też Harry i Ginny o nim nie wspominali, a jestem ciekawa jaki mają stosunek do niego, tak samo jak na przykład Molly i cała Weasleyowa rodzina.
    Na dłużej przyczepię się do Ginny. W trakcie czytania myślałam sobie, że w komentarzu będę musiała pomarudzić na takie.. zignorowanie, zlekceważenie jej osoby, ale okazuje się, że na szczęście nie. Chodziło mi o to, że pomimo tego, że Hermiona jest jej przyjaciółką, mieszka w jej domu i wgl, to była tylko tak ukradkiem wspominana. Ale w ostatnich rozdziałach już miała większy wpływ na historię. Genialnie wyobrażało się ten moment, kiedy wszyscy siedzieli w salonie i tak po prostu swobodnie spędzali czas.
    Moim skarbem tutaj jest Harry, normalnie najlepszy przyjaciel jakiego można sobie wyobrazić. Na początku odrobinę martwiłam się tym, czy Ginny nie będą przeszkadzać ich bliskie stosunki, dlatego ciesze się, że wielokrotnie podkreśliłaś to, że Harry i Hermiona traktują się jak rodzeństwo.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobra, jedziemy dalej. Teraz Wiktor. Nigdy nie nazwałabym siebie feministką, ale czasami mam takie zbuntowane poglądy na niektóre sprawy. Na przykład na miejscu Hermiony prawdopodobnie wyśmiałabym Kruma słysząc argument, 'jestem ojcem tego dziecka'. No bo sorry taki ojciec, że wyrzucił ją jak tylko dowiedział się o ciąży? To chyba dawca spermy a nie prawdziwy ojciec. ;__; No ale dobra. Każdy zasługuje na drugą szansę i może akurat Wiktor w moich oczach zyska odkupienie. Trochę zdziwił mnie fakt, że pomimo wiedzy, że Hermiona jada na śniadania owsiankę, Krum nie wiedział czy jego dziecko to chłopiec czy dziewczynka.
    Potem kolejne ciacho ubiegające się o względy Hermiony - Marcus. Taki podwójny agent i chyba w sumie go lubię. Chociaż nie podoba mi się to, że zbliża się do Hermiony, no bo heloooł Draco? xD Ale pochwalę się, że kiedy odwiedził Malfoya w tej jego klitce, to domyślałam się, że to właśnie on, zanim padło jego imię. W tym rozdziale był uroczy z tymi muffinkami.
    Draco. Odrobinę nie ogarniam jego toku rozumowania, no bo jak już musi się ukrywać to czemu w tak spartańskich warunkach, skoro miał do dyspozycji różdżkę i zaufanego przyjaciela? No, ale ważne, że w końcu Marcus przemówił mu do rozsądku i dzięki matce ma mieszkanie, z którego całymi dniami może obserwować Hermionę :D
    W sumie strasznie zastanawiam się jakie będzie to ich pierwsze spotkanie. No bo Hermi jako pani auror, odważna i honorowa powinna od razu go aresztować, ale nie tędy droga skoro to Dramionie xd
    Tak podsumowując i wracając jeszcze do Hermiony. Pomimo wszystkiego co przeszła, jest bardzo silna i strasznie ją za to podziwiam. Jej determinacja i ogólnie charakter są imponujące.
    Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział, pozdrawiam, buziaki ;3

    OdpowiedzUsuń
  8. Shit, wiedziałam, że o czymś zapomnę!
    Uwielbiam nazwy twoich rozdziałów ;3

    OdpowiedzUsuń
  9. A Kraków Cię w końcu odda? Jest szansa? Zawsze kochałam to miasto, nie chciałabym byc na niego wściekła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak bym tego chciała!

      Usuń
    2. No nic, pozostaje mi tylko cierpliwie czekac ;)

      Usuń
  10. Krakowie oddaj nam naszą wanilijową natychmiast !!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z początkiem grudnia - na pewno wrócę! <3

      Usuń
  11. No, no, no... A gdzież jest nowy rozdział? Mam Ci dać reprymendę? ;)
    Wracaj szybciutko do Nas!

    OdpowiedzUsuń
  12. Kocham ten rozdział, zdecydowanie. Tak bardzo boję się kolejnego, bo po nim nie czeka mnie nic więcej. Ta myśl napawa mnie strachem!

    " - Zamawiała pani muffinki z czekoladą i jagodami oraz waniliową latte również z czekoladą? - spytał oficjalnym tonem, zerkając na wyimaginowane zamówienie w notesie, z jakim zwykle chodzą kelnerzy.
    - Możliwe - powiedziała, unosząc brwi. - Jeśli tak, to co?
    - Dostanie pani swoje zamówienie.
    - A jeśli nie?
    - Zjem je na pani oczach. - Groźny błysk pojawił się w oczach Markusa.
    Kobieta zastanowiła się chwilę, spuszczając głowę.
    - Nie wiem, czy jestem gotowa aż na takie ryzyko - szepnęła w końcu zbolałym głosem i uniosła z powrotem głowę."

    Perełka! Na drugim miejscu plasuje się ostatnia część rozdziału - przemyślenia Harry'ego na temat Hermiony i tego "gdyby był jej ojcem". Uch, z kamieniem na sercu za kilka sekund ruszam na podbój ostatniego już rozdziału. Jesteś wybitna.

    :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hermiona wydaje się być szczęśliwa. Ale coś mi się zdaję, że długo to nie potrwa ;(

    OdpowiedzUsuń

- +